sobota, 18 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ VII


Minęły dwa tygodnie od czasu, gdy Weasleyowie, Hermiona i Harry przenieśli się do Kwatery Głównej. Przez ten czas nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Każdy dzień przebiegał według jednego schematu: rano jedli razem śniadanie, a później pani Weasley przydzielała im różne zadania. Najczęściej kazała im sprzątać jakieś pomieszczenia. Około czternastej jedli obiad, na który czasami wpadał ktoś z Zakonu. Potem wracali do pracy, albo przesiadywali w swoich pokojach i wygłupiali się.
Ron w dalszym ciągu chodził obrażony i nie odzywał się do nikogo. Był jeszcze bardziej rozdrażniony, gdy zdał sobie sprawę, że przyjaciele nic sobie z tego nie robili, a wręcz przeciwnie, bawili się świetnie. Jego duma nie pozwalała mu jednak przyznać się do błędu, mimo że wiedział, że zachował się zbyt impulsywnie. Honor nie pozwalał mu nawet zapytać Harry'ego, dlaczego przeniósł się do innego pokoju. Musiał mu przecież pokazać, że to, co robił, było złe i oczywiście nie chodziło tu o zmianę sypialni.
Natomiast Harry w każdej wolnej chwili uciekał do swojego pokoju i przesiadywał w ukrytym pomieszczeniu. W ciągu dwóch tygodni zdążył przejrzeć interesujące go książki, dlatego teraz ćwiczył zaklęcia i szlifował swoje zdolności w różnych dziedzinach magii.
Przełamał nawet niechęć do eliksirów i podjął próbę przygotowania kilku wywarów. Mimo że teorię miał opanowaną do perfekcji, to nie potrafił sobie poradzić z praktyką. Ciągle robił coś źle, ale nie wiedział co. Oczywiście mógłby poprosić o pomoc Hermionę, ale wtedy musiałby wspomnieć o tajemniczym pokoju, a miał dziwne przeczucie, że nie powinien tego robić.
 Czuł, że nie bez powodu Syriusz zapisał mu w testamencie przedmioty znajdujące się w obu sypialniach. Musiał wiedzieć, że Regulus coś ukrywał. Poza tym Hermiona nie byłaby zadowolona ze wszystkich książek, które się tutaj znajdowały. Niektóre zawierały bardzo czarnomagiczne zaklęcia, które na pewno by się jej nie spodobały. Z kolei Harry był nimi zafascynowany i uważał, że musiał je znać, jeżeli chciał mieć jakiekolwiek szanse w starciu z Voldemortem.
Po kolejnej nieudanej próbie uwarzenia eliksiru, Harry się poddał. Stwierdził, że na razie zaprzestanie kolejnych podejść. Potrzebował jakiegoś bodźca, który pomógłby mu należycie się skupić i wykonać wszystko poprawnie. A jeżeli w przyszłości mu się to nie uda, to w końcu poprosi przyjaciółkę o pomoc.
Odszedł od kociołka i zaklęciem opróżnił jego zawartość. Postanowił jeszcze coś poczytać, więc podszedł do regału. Ponieważ przeczytał już przynajmniej jedną książkę z każdej tematyki, teraz nie pozostało mu nic innego, oprócz historii magii i czystości krwi. Te dwie kategorie nie były zachęcające, ale nie mając za wiele do roboty, postanowił zaryzykować i zdecydował się na Genealogię rodów czystej krwi.
 Wziął książkę, rozsiadł się na kanapie i zaczął czytać. Niedługo potem ogarnęło go zdziwienie, bo nie spodziewał się odkryć tak interesujących faktów. Dowiedział się między innymi, że potomkowie Merlina wciąż żyli.
Kilka rozdziałów dalej natrafił również na listę potomków założycieli Hogwartu. Przejrzał drzewo genealogiczne Helgi, Roweny i Salazara. Z ciekawością zajrzał do wykresu Godryka Gryffindora. Uważnie czytał nazwiska kolejnych potomków, gdy jego wzrok padł na to jedno, przez które książka wypadła mu z dłoni.
Przez chwilę nie ruszał się z miejsca i miał w głowie kompletny mętlik. To nie możliwe! Nie mogę być potomkiem Gryffindora! - krzyczał w myślach.
Po chwili zaczął się uspokajać. Oddychał już normalnie, ale czuł, że serce wciąż biło mu jak szalone. Stwierdził, że wiadomość za bardzo nim wstrząsnęła, dlatego dobrze by było ochłonąć. Najlepszym rozwiązaniem była kąpiel.
Uznając, że to najrozsądniejszy pomysł, odłożył książkę i skierował się do wyjścia.
- Harry! Co-o t-t-to było? - Usłyszał zszokowany głos Hermiony. 
Odwrócił się i dostrzegł niedowierzanie na twarzy przyjaciółki. Szatynce towarzyszyła Ginny, która również wyglądała, jakby zobaczyły ducha.
Harry wiedział, że po raz kolejny zachował się lekkomyślnie. Gdy wychodził z sekretnego pokoju, nie pomyślał, że dziewczyny mogły go odwiedzić. Przez swoją nieuwagę, chcąc nie chcąc, musiał teraz wszystko wytłumaczyć.
- Wejdźcie, to wszystko wam wytłumaczę - powiedział spokojnie.
Dziewczyny usiadły na jego łóżku i czekały na wyjaśnienia. Zanim to nastąpiło, Harry zablokował jeszcze drzwi i rzucił zaklęcie wyciszające. Nie chciał, żeby jego tajemnica rozbiegła się po całym domu.
- Przepraszam, że nie powiedziałem wam od razu, ale chciałem dobrze wybadać ten pokój - powiedział, zdając sobie sprawę, że tym stwierdzeniem naciągał fakty. Nie miał jednak czasu odczuwać wyrzutów sumienia, ponieważ zauważył, że Hermiona chciała coś powiedzieć. Dobrze wiedział, że jeżeli by jej nie powstrzymał, to zostałby zasypany gradem pytań. Chcąc tego uniknąć, podniósł do góry rękę. Był to wyraźny znak, że miał jeszcze coś do powiedzenia. - Tak, za tymi drzwiami znajduje się tajne pomieszczenie. Jest tam mnóstwo książek i wiele innych fascynujących rzeczy.
- Mógłbyś nam pokazać? - wtrąciła się Ginny.
- Oczywiście, ale musicie przyrzec, że zostanie to tylko między nami.
- Jasne - odpowiedziały dziewczyny, więc, nie mając innej możliwości, Harry zaprowadził je do gabinetu.
Gdy znaleźli się w środku, przyjaciółki, tak jak wcześniej on, były ogromnie zaskoczone. Nie przypuszczały, że pokój będzie tak rozległy. Raczej liczyły na coś w rodzaju komórki bądź niewielkiego schowka.
Ponieważ Harry spodziewał się podobnej reakcji, nie potrafił zapanować nad swoimi odruchami i zaczął się śmiać. Naprawdę było to absurdalne, bo przecież żyli w świecie magii i praktycznie nie istniały rzeczy niemożliwe.
- Co cię tak bawi? - zapytała Ginny.
Brunet machnął lekceważąco ręką.
- Nic szczególnego. Po prostu... jak odkryłem to miejsce, to zareagowałem podobnie jak wy.
- Ponownie się zaśmiał.
Ponieważ znajdowali się w miejscu, gdzie większość przestrzeni zajmowały książki, Hermiona wpadła w trans. Jak łatwo się domyślić, nie docierały do niej bodźce z otoczenia, więc odpowiedź przyjaciela w ogóle nie została zarejestrowana przez jej mózg. Ciało i umysł owładnęło pragnienie dotknięcia pergaminów, dlatego nic innego się już nie liczyło.
- Harry, mogę zobaczyć książki?
Kąciki ust chłopaka uniosły się do góry. To pytanie wcale go nie zaskoczyło. Zdziwiłby się, gdyby czegoś takiego nie usłyszał.
- Nie musisz pytać - odpowiedział tylko.
- A tak w ogóle, skoro powiedziałeś, że chciałeś nam pokazać ten pokój dopiero po dokładnych oględzinach, to od kiedy o nim wiesz? - zapytała Ginny, mrużąc przy tym oczy. Ponieważ nie wpadła w euforię na ten widok, wyłapanie takich szczegółów nie było dla niej dużym wyzwaniem.
Harry podrapał się po głowie, nie wiedząc jak wybrnąć z trudnej sytuacji. Wiedział, że już dawno powinien podzielić się tą wiedzą z przyjaciółkami. Wiedział również, że nie powinno to być taką tajemnicą. W końcu dziewczyny należały do kręgu jego najbardziej zaufanych osób. Zaczął się nawet zastanawiać, dlaczego w ogóle chciał to przed nimi ukryć.
- Cóż... od dnia, w którym odczytano testament Syriusza - powiedział niepewnie. Zdawał sobie sprawę, że przyjaciółki nie będą zadowolone, że tak długo to ukrywał.
 Okazało się, że miał rację. Ginny otworzyła szerzej usta, kiedy jej mózg przyswoił informację.
Rozumiała, że każdy miał swoje tajemnice. Akceptowała to, gdyż sama skrywała niejedną rzecz. Jednakże zachowania Harry'ego nie mogła zrozumieć. Przecież sprawa dotyczyła pokoju! I to pokoju wypełnionego książkami.
- I dopiero teraz nam o tym mówisz?
- Gin, daj spokój - wtrąciła się Hermiona. Brzmiała trochę dziwnie, bo wciąż była odurzona, rzecz jasna widokiem tylu książek. - Myślę, że Harry miał swoje powody, żeby nam o niczym nie mówić. Zresztą dla nas nie ma tu zbyt wielkiego pożytku - dodała.
- Jak to? - spytała Ginny, chociaż Harry wyglądał na kogoś, kto chciał zadać podobne pytanie.
- Większość książek napisana jest w obcym języku. Tylko kilka z nich jest dla mnie zrozumiałych.
- Hermiono, to niemożliwe, bo przejrzałem praktycznie każdą książkę, która tu jest i wierz mi, że z żadną nie miałem problemu. - Pokręcił głową, nie wierząc w usłyszane słowa.
Hermiona zatopiła się w swoich myślach, o czym świadczył nieobecny wyraz jej twarzy. Szukała jakiegoś logicznego rozwiązania. W końcu musiało takowe istnieć.
Niedługo potem jej twarz wróciła do normalnego stanu. Dodatkowo wzbogaciła się o szeroki uśmiech.
- Już wiem, czemu ty rozumiesz, a my nie. Widocznie zapisano je w mowie węży - podzieliła się z przyjaciółmi swoimi przypuszczeniami.
Ginny zamrugała zaskoczona.
- To za jej pomocą można pisać książki? - zapytała.
- Oczywiście! - Hermionie wrócił zapał, który straciła, gdy stało się niemożliwym przeczytanie niemal wszystkich książek ze zbioru. W końcu wyjaśnianie różnych kwestii było jej ulubionym zajęciem. - Kiedy wybuchła cała afera z Komnatą Tajemnic... - Rudowłosa syknęła. - Przepraszam - dodała szybko Hermiona. Wiedziała, że ten temat był dla przyjaciółki bardzo drażliwy. - Gdy wszyscy interesowali się dziedzicem, ja szukałam różnych informacji. Znalazłam gdzieś wzmiankę, że Salazar zapisywał swoje myśli w wężomowie. Jest to tak rzadki dar, że po nim nikt już tego nie robił.
- Jeżeli uznamy, że masz rację, to czy te książki nie są bardzo stare? - zapytała Ginny, wykazując się zdolnością szybkiego i logicznego myślenia.
- Tak, chyba tak.
- Ale to nie możliwe. - Harry włączył się do rozmowy. - Przecież to był pokój Regulusa, a on nie znał mowy węży.
- Masz rację - zgodziła się Hermiona, równocześnie zastanawiając się nad rozwiązaniem kolejnego problemu.
Niedługo potem klasnęła w dłonie, bo znowu znalazła sensowną odpowiedź.
- Przecież Regulus pracował dla Sami-Wiecie-Kogo. Widocznie przechowywał tu jego książki.
- Hermiono, to się mija z celem. Po co Voldemort miałby dawać swoje książki śmierciożercy? 
- Nie wiem, ale widocznie miał ku temu jakiś powód. Może są to tylko kopie, na wypadek gdyby oryginały uległy zniszczeniu? Zresztą, gdyby to nie były jakieś istotne egzemplarze, to nie znajdowałyby się w ukrytym pokoju - kontynuowała, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że miała rację.
- To nieistotne - stwierdził Harry, dochodząc do wniosku, że tak naprawdę nie interesowało go, czyja to była własność. - Chciałbym wam jeszcze coś pokazać - dodał i poszedł po książkę, którą niedawno czytał.
Odnalazł ją, otworzył na odpowiedniej stronie i wręczył Hermionie. Dziewczyna zaczęła czytać i z każdą kolejną linijką tekstu jej oczy robiły się coraz większe.
- To niemożliwe - mruknęła i pokazała Ginny fragment, który wprawił ją w zdumienie. Po chwili rudowłosa również zrobiła wielkie oczy.
- Harry, nie mówiłeś, że jesteś dziedzicem Gryffindora!
- Bo sam nie wiedziałem. Zresztą widzisz, że to piąta woda po kisielu.
- Co nie zmienia faktu, że łączy was pokrewieństwo.
Harry przewrócił oczami i postanowił zadać nurtujące go pytanie:
- Myślicie, że w szkole nie wiedzą, czy nie chcieli mi powiedzieć?
- Nie wiem. Zapytaj Dumbledore'a - doradziła mu szatynka.
- Och, możesz być pewna, że to zrobię. - Uśmiechnął się. W jego oczach dominowały oznaki determinacji. - Proszę was, zachowajcie to dla siebie, okej?
- Nie ma sprawy - mruknęła Ginny, a Hermiona kiwnęła głową.
Kiedy dziewczyny zobaczyły już wszystko, opuścili pokój. Gdy wrócili do głównego pomieszczenia, Harry zdjął koszulkę i wziął przygotowany wcześniej ręcznik. Jego zachowanie było tak spontaniczne, że nie był świadomy tego, że dziewczyny spojrzały na niego z nieskrywanym podziwem.
Tak naprawdę nie można było się im dziwić. Przez kilka lat Harry chodził w zbyt dużych ubraniach, więc skąd mogły wiedzieć, że jego ciało wyglądało całkiem nieźle? Owszem, od razu rzucało się to, że był chudy. Co nie zmienia jednak faktu, że nikt normalny nie mógłby przypuszczać, że pod tymi workami, które kiedyś nosił, ukrywały się mięśnie, wypracowane podczas treningów quidditcha i ciężkich prac w ogrodzie.
- Przepraszam, ale zanim przyszłyście, chciałem wziąć kąpiel. - Poczuł, że musiał się wytłumaczyć, kiedy zobaczył wyrazy twarzy przyjaciółek. - A tak w ogóle, to był jakiś konkretny powód waszej wizyty? Czy tylko się za mną stęskniłyście? - zażartował Harry, licząc, że w ten sposób dziewczyny doprowadzą się do porządku.
- Och… emm... - zaczęła Hermiona, lecz nie była w stanie wyartykułować sensownego zdania.
- Ron chciał z nami porozmawiać - wtrąciła się Ginny, widząc, że przyjaciółka dostała ślinotoku i nie potrafiła się wysłowić.
- Czyżby zmądrzał? - zaśmiał się brunet, kompletnie ignorując Hermionę. Przecież nie chciał zawstydzić jej jeszcze bardziej.
- Nie wiem, może... - Rudowłosa wzruszyła ramionami, co świadczyło, że nie interesowały jej motywy brata. - To co, rozmawiamy z nim?
- Jak go spotkacie, to powiedzcie, że możemy się spotkać za jakieś pół godziny - powiedział Harry, upewniwszy się, że do tego czasu na pewno zdąży.
Myśląc, że ich rozmowa dobiegła końca, zdjął spodnie, zostając w samych bokserkach. Swoim zachowaniem wprawił przyjaciółki w jeszcze większe zakłopotanie, o czym świadczyły szkarłatne rumieńce na ich policzkach.
- Harry, mógłbyś wykazać trochę przyzwoitości i się przy nas nie rozbierać! - warknęła rudowłosa.
W tej chwili pojawił się pewien paradoks. Z jednej strony Ginny czuła się nieswojo, widząc prawie nagiego przyjaciela. Można powiedzieć, że była zgorszona tym pokazem. Z drugiej strony nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Chociaż tak naprawdę, wcale nie zamierzała.
- Wybaczcie, myślałem, że już was nie ma - mruknął Harry. - Ale skoro cały czasu tu jesteście, to może powiecie mi jak wyglądam? - zażartował, udając, że ogarnęło go przerażenie, wiążące się z oczekiwaniem na werdykt.
- Żartujesz sobie? - prychnęła Ginny, w ogóle nie myśląc nad swoimi słowami. Niedługo potem ponownie się zarumieniła, gdy dotarło do niej to, co powiedziała. - To znaczy wyglądasz super, ale to trochę krępujące - dodała.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że wam to przeszkadza. - Harry się uśmiechnął, jednocześnie zastanawiając się, od kiedy stał się tak śmiały. Dawniej nie miał takiego poczucia humoru. - Będę się starał być przy was w ubraniu, chociaż niczego nie obiecuje. A teraz wybaczcie, ale idę się wykąpać - dodał, ponownie się uśmiechając.
Wyglądasz super. Pff co za żenada... On wygląda jak młody Bóg. Jest po prostu idealny: czarne włosy, oczy koloru avady, opalona skóra, która pewnie jest bardzo gładka, umięśnione ręce, nogi i brzuch... Czego chcieć więcej?- pomyślała Ginny, kiedy szła za swoją przyjaciółką. Szkoda, że mam chłopaka... Chociaż, Harry i tak jest dla mnie jak brat, więc to byłoby dziwne.

* * *

Dziewczyny siedziały w swoim pokoju, czekając na przybycie Harry’ego i Rona. Obie były zestresowane, gdyż nie wiedziały jak potoczy się rozmowa.
Jednak to Hermiona denerwowała się bardziej niż Ginny. Bała się, ponieważ znała wybuchowy charakter Harry’ego i wiedziała, że jeżeli ktoś zajdzie mu za skórę, to może przestać się kontrolować. Chcąc zmniejszyć napięcie, krążyła po pokoju, powoli wydeptując niewielkie kółko.
Nie lubiła sporów, których nie mogła w prosty sposób rozwiązać. Rzadko się poddawała, ale w tej sytuacji wiedziała, że jej działania nie przyniosą efektów. Mimo najszczerszych chęci, nic nie mogła na to poradzić.
Kolejnym problemem było to, że tak naprawdę coraz mniej zależało jej na utrzymywaniu tej relacji. Byli przyjaciółmi z długim stażem, ale Ron coraz częściej zachowywał się jak dziecko, przez co kłócili się o drobnostki. Hermiona uważała się za osobę cierpliwą, jednak powoli miała tego dość. Czasami mogła przymknąć na to oko, ale podobne sytuacje powtarzały się zbyt często, żeby je ciągle lekceważyć. Może Harry ma rację? Czy warto ciągle biegać za Ronem? Przecież powinien mieć swój rozum! - pomyślała.
 Po chwili skarciła się za swoje myśli. Skoro była w stanie przekreślić kilkuletnią przyjaźń, to czy sama nie zachowywała się niedojrzale?
- Hermiono! - warknęła Ginny. - Mogłabyś się uspokoić? Zaczynasz mnie już drażnić!
- Co? - zapytała nieprzytomnie szatynka, odwracając się w stronę przyjaciółki. - Przepraszam. Po prostu jestem zdenerwowana - wyjaśniła, kiedy dostrzegła niezadowolenie na twarzy Ginny.
- Nie tylko ty się denerwujesz.
- Wiem, tylko że cała ta sytuacja zaczyna mnie przerastać.
- Co masz na myśli?
 Zanim odpowiedziała na to pytanie, wyjrzała na korytarz. Wolała się upewnić, że nikt nie usłyszy ich rozmowy.
- Chodzi o to, że Ron zaczyna mnie irytować. Starałam się to ignorować, bo obaj zachowywali się jak dzieci. No wiesz, Ron i Harry - wyjaśniła, widząc niezrozumienie w oczach Ginny. - Ale Harry wydoroślał i stał się bardziej odpowiedzialny, czego nie można powiedzieć o twoim bracie. Ron zbyt często przesadza i obraża się o drobnostki. Mam już dość latania za nim i proszenia go, żeby pogodził się ze mną lub Harrym.
- Rozumiem... - zaczęła rudowłosa. - Masz całkowitą rację, w końcu ma zbyt dużo lat, żeby się tak zachowywać. Oczywiście nie oczekujmy całkowitej rewolucji w jego życiu, ale pewne sprawy powinny się zmienić.
W tym samym czasie drzwi gwałtownie się otworzyły i stanął w nich Harry.
- Siemanko - przywitał się. - Co macie takie miny?
- Harry! - jęknęła Hermiona. - Przestraszyłeś nas - dodała, trzymając się za serce.
Brunet zmrużył oczy.
- Knułyście coś? - zapytał, rzucając się na łóżko i sadowiąc wygodnie obok Ginny. Dziewczyny nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo do pokoju wszedł również Ron.
- Cześć - przywitał się z wahaniem. Był przerażony.
- Siadaj - odpowiedziała Hermiona, zajmując miejsce obok Harry'ego i Ginny.
Chłopak kiwnął głową i niepewnym krokiem ruszył w stronę kanapy.
- Co masz nam do powiedzenia? - zapytał brunet, przejmując ciężar rozmowy.
- Ja… tego… no... Chciałem was przeprosić. - Rudzielec spuścił głowę, czując, że pieką go policzki. Zawsze tak reagował, kiedy musiał przyznać się do błędu. - Ostatnio zachowałem się jak kretyn. Teraz to wiem i zdaję sobie sprawę, że nie powinienem tak reagować. Jest mi strasznie głupio.
- Myślisz, że to wystarczy? - ponownie odezwał się Harry, a jego głos był wyprany z emocji.
- Co jeszcze mógłbym wam powiedzieć?
- Nic już nie mów - odezwała się Hermiona, czując, że rudzielec był z nimi szczery. -Przeprosiny przyjęte - powiedziała, upewniwszy się, że pozostała dwójka nie miała nic przeciwko. - Ale ostrzegamy, że nasza cierpliwość się kończy. Jeżeli chcesz, żeby ta przyjaźń się utrzymała, to musisz coś zmienić. Nie oczekujemy, że będziesz się z nami we wszystkim zgadzał. Chcemy, żebyś akceptował nasze zdanie, tak samo jak i my będziemy starali się akceptować twoje.
- Jasna sprawa - odpowiedział, po raz pierwszy się uśmiechając.
- Dobra, skoro wyjaśniliśmy sobie wszystko, to jakie plany na dzisiaj? - zapytała Ginny, chcąc jak najszybciej zakończyć tą dziwną rozmowę.
- Może pójdziemy zagrać w eksplodującego durnia? - zapytał Ron.
- Żartujesz sobie? - prychnął Harry, nawet nie próbując ukryć zdziwienia. - Chcecie ostatnie tygodnie wakacji spędzić w domu, grając w karty?
- A co innego możemy robić? - spytała Hermiona. - I przypominam ci, że mieliśmy się nie krytykować - dodała.
- Jak to co? Bawić się, póki jesteśmy młodzi! - odpowiedział z dziwnym błyskiem w oku. - I jeszcze jedno, ja nikogo nie krytykuję. W karty możemy grać codziennie, ale kiedy mamy okazję zrobić coś innego, to powinniśmy z tego korzystać.
- Mam wrażenie, że coś knujesz i podoba mi się to - wtrąciła się Ginny, która wyglądała na równie podekscytowaną. - To jaki jest twój genialny plan?
- Wiecie, że dzisiaj jest zebranie Zakonu?
- Tak.
- A ile te zebrania trwają?
- Do północy, czasem dłużej... Do czego zmierzasz? - spytała Hermiona.
Harry uśmiechnął się, wyglądając przy tym na niezwykle zadowolonego.
- Możemy się wymknąć na miasto - wyjaśnił.
- Jestem za! - krzyknęła Ginny.
- Chwileczkę! - przerwała im Hermiona. - To nie jest najlepszy pomysł. Nie powinniśmy sami włóczyć się po Londynie.
- Wyluzuj - mruknął brunet.
- W każdym razie, jeżeli wy nie chcecie, to pójdziemy sami - powiedziała rudowłosa.
- Nie ma mowy, nie zostawię cię samej - oznajmił Ron.
- Nie ufasz mi? - zapytał Harry.
- Nie o to chodzi. Po prostu Ginny jest moją siostrą i nie puszczę jej bez opieki.
- Jestem już wystarczająco dorosła i nie potrzebuje opiekunki! - prychnęła dziewczyna.
Powiedzieć, że była wzburzona, to jak nazwać kilkugodzinną ulewę niewinną mżawką. Po prostu nie lubiła, kiedy Ron jej matkował. Sam zachowywał się nieodpowiedzialnie, a teraz chciał się nią opiekować? Co za absurd!
- Hermiono, nic się nie stanie. Już chodziłem o tej porze po Londynie i jak widzisz, nic mi nie jest -  powiedział Harry, wykorzystując chwilową ciszę. - Zobaczysz, że nie będziesz żałować - przekonywał ją dalej.
- No, sama nie wiem…
- Oj dawaj, będzie fajnie! - zaśmiała się Ginny, dostrzegając, że przyjaciółka zaczęła się wahać.
- Okej. - Hermiona głośno westchnęła. - Ale jak się zorientują, że nas nie ma, to powiem, że chciałam was zatrzymać, ale wyciągnęliście mnie siłą - dodała.
- Niech ci będzie - zgodził się Harry. Zupełnie jak w pierwszej klasie - pomyślał jeszcze.
- A gdzie w ogóle idziemy?
Brunet ponownie się uśmiechnął.
- Do klubu - powiedział tylko.
Hermionie nie spodobał się ten pomysł. Już samo to, że planowali wymknąć się z domu było złe. Przecież w klubach mogło się wydarzyć mnóstwo różnych rzeczy. Miała zamiar wyrazić swoje wątpliwości, ale Ginny pokręciła głową.
- Przecież się zgodziłaś - mruknęła.
- No tak. - Szatynka westchnęła z bezsilności. Wiedziała, że prawdopodobnie i tak nie przekonałaby przyjaciół, żeby zostali w domu. A już na pewno nie Harry'ego, bo kiedy on się na coś uparł, to nie było mocnych, aby zmienić jego decyzję. - W takim razie muszę się przygotować - dodała. Chłopcy kiwnęli głowami i udali się do swoich pokoi.
Harry postanowił się odświeżyć i wziąć prysznic. Kiedy skończył, wybrał odpowiedni strój - czarne spodnie, ciemną koszulkę i kamizelkę. Założył ubranie i spróbował jeszcze ułożyć włosy.
Kiedy uznał, że prezentuje się wystarczająco dobrze, postanowił sprawdzić przygotowania Rona. Miał właśnie wejść do jego pokoju, ale gdy chciał chwycić za klamkę, drzwi otworzyły się i stanął w nich rudzielec.
We dwójkę ruszyli po dziewczyny. Harry zapukał do drzwi i po chwili usłyszał ciche
- Proszę. - Kiedy przekroczył próg pokoju, otworzył usta w szoku.
Głównym powodem jego zaskoczenia była Hermiona. Dziewczyna założyła czarne legginsy i błękitną tunikę z dość dużym dekoltem. Najbardziej zadziwiające było jednak to, że na nogach miała kilkucentymetrowe szpilki. Szok! Czy ona kiedykolwiek nosiła takie buty?
Ginny nie była dłużna przyjaciółce i również prezentowała się wyśmienicie. Zawdzięczała to granatowym rurkom, które świetnie podkreślały jej zgrabne nogi oraz zielonej koszulce. Poza tym obie dziewczyny zadbały o swoje fryzury, a w tym momencie nakładały delikatny makijaż.
- Wow, wyglądacie super! - W końcu Harry'emu udało się zebrać myśli. - Hermiono, szacunek w stosunku do ciebie. Nie spodziewałem się, że możesz aż tak wyluzować. - Zaśmiał się, nie mogąc oderwać wzroku od nóg przyjaciółki.
- Dziękuję - odpowiedziała szatynka i dopiero teraz odwróciła się w stronę chłopaków. Gdy jej spojrzenie spoczęło na Harrym, zareagowała tak, jak wcześniej on na jej widok.
Gdyby się nad tym zastanowić, to nie potrafiła stwierdzić, od kiedy Harry zrobił się tak przystojny. Nie wiedziała, czy zawsze taki był i przez przyjaźń, którą go darzyła, nie potrafiła tego zauważyć. A może nigdy nie patrzyła na niego pod tym kątem? Fakt faktem, że zmiana garderoby naprawdę mu pomogła. Wyglądał nieziemsko i prawdopodobnie wywoła kolejną sensację, gdy tylko pojawi się w Hogwarcie.
- Za chwilę będziemy gotowe - mruknęła Ginny, malując powieki.
 Ona również była zachwycona wyglądem przyjaciela, ale postanowiła nie dać niczego po sobie poznać. Zresztą kiedyś była w nim szaleńczo zakochana, więc dla niej od zawsze plasował się w hogwardzkiej czołówce. Teraz traktowała go tylko jak brata.
- Dobra, wyszykowaliśmy się i jest fajnie. Ale jak masz zamiar wymknąć się niepostrzeżenie? - zapytała Hermiona. Niby oswoiła się z myślą o wyjściu, ale nadal uważała, że ten pomysł był głupi i bezsensowny.
- Dzięki mojej pelerynie, a jak rzucimy zaklęcie wyciszające, to nikt nie powinien nas złapać - odpowiedział.
- Ale Harry, przecież twoja peleryna nie pomieści nas wszystkich! - zaprotestowała, próbując złapać się ostatniej deski ratunku, w nadziei, że może nigdzie nie pójdą.
- Engorigo! - wypowiedział zaklęcie, wyciągając różdżkę. Gdy udało mu się powiększyć płaszcz, uśmiechnął się. - I po problemie - dodał.
- Dobra, możemy iść - zarządziła Ginny, odkładając tusz do rzęs.
- Więc chodźmy - powiedział Harry.

* * *

Od momentu wyjścia z Kwatery Głównej minęło sporo czasu. Początkowo czwórka przyjaciół kręciła się po mieście, rozmawiając i dowcipkując. Po pewnym czasie Harry, tak jak obiecał, zaprowadził ich do jednego z klubów. Mimo tego, że nie byli pełnoletni, udało im się dostać do środka. Znaleźli sobie wolny stolik, a brunet poszedł zamówić coś do picia.
- Uważam, że pomysł z wyjściem był genialny - ekscytowała się Ginny, równocześnie rozglądając się po otoczeniu. Nigdy nie była w podobnym miejscu, przez co nie mogła napatrzeć się na tańczących młodych ludzi. W zachwyt wprawiały ją również błyskające różnymi kolorami reflektory.
- A co, jeżeli odkryją, że nas nie ma? - zapytała Hermiona, która nie potrafiła się zrelaksować i w pełni cieszyć wyjściem.
- Wyluzuj, wszystko będzie dobrze - pocieszył ją Ron.
- Mam nadzieję - mruknęła szatynka. - I nie siedźmy tutaj długo, bardzo was proszę.
W tym samym momencie do stolika wrócił Harry, zajmując miejsce obok Ginny. Położył jej rękę na ramieniu i uśmiechnął się.
- To co, kolejeczka i idziemy na parkiet? - zapytał.
- Jasne!
Rozmowę przerwała im kelnerka, przynosząc kieliszki, sól, talerzyk z ćwiartkami limonki, sok i butelkę tequili.
- Dziękuję - powiedział Harry. - Ostatnio piłem jakieś drinki, a teraz chciałbym spróbować czegoś innego - zwrócił się do przyjaciół.
- Co to jest? - zapytał Ron, uważnie przyglądając się butelce.
- Tequila - wyjaśnił brunet, rozlewając trunek do kieliszków. - Podobno mocne. Wiecie jak się ją pije?
- Nie - odpowiedzieli pozostali.
- Najpierw musicie nasypać trochę soli pomiędzy kciuk i palec wskazujący, zlizujecie ją, pijecie tequilę i wszystko zagryzacie limonką - wyjaśnił.
- Jakim cudem zamówiłeś tequilę? Nikt nie sprawdzał czy jesteś pełnoletni? - zapytała Hermiona.
Tego już było za wiele. Okej, rozumiała, że przyjaciele chcieli się wyszaleć. Nie chciała ich ograniczać, dlatego zgodziła się na wyjście. Niechętnie, ale jednak. Jednakże sprzedawanie nieletnim alkoholu? To już była lekka przesada!
- Oczywiście, że pytali. Tylko że potrafię być niezwykle przekonujący - odpowiedział Harry.
Ginny i Ron wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, nie marnujmy czasu na bezsensowne dyskusje. Żebyśmy się dobrze bawili - Harry wzniósł toast i opróżnił swój kieliszek, od razu sięgając po limonkę.
Ron również wypił całą zawartość, nieznacznie się skrzywił i zrobił to samo co Harry. Chyba zmylił go wygląd. W końcu tequila była niezwykle podobna do wody. Natomiast dziewczyny wypiły tylko połowę trunku.
- Mocne! - jęknęła Hermiona, mając w oczach łzy.
- Przyzwyczaisz się - stwierdził Harry. Przynajmniej tak myślał, bo zareagował podobnie, kiedy Mike zabrał go na jego pierwszą alkoholową imprezę. - Ginny, idziemy na parkiet?
Nie czekając na jej odpowiedź, złapał ją za rękę i zaciągnął na środek sali. Niedługo potem poruszali się w rytm muzyki, a ich twarze świadczyły o tym, że bawili się świetnie.
Kiedy utwór się skończył, nie zeszli z parkietu, tylko zostali na kolejną piosenkę. Dopiero po dwudziestu minutach zmęczyli się na tyle, że musieli wrócić do stolika. Mimo to wyglądali na zadowolonych, a fakt, że byli cali mokrzy, w ogóle nie powodował dyskomfortu.
- Nie mam siły! Nie wiedziałam, że zrobił się z ciebie prawdziwy król parkietu - zażartowała Ginny. Harry obdarzył ją uśmiechem i ponownie napełnił ich kieliszki.
- Za co pijemy tym razem? - zapytał.
- Za udany koniec wakacji - podpowiedziała rudowłosa.
Wypili następną kolejkę. Tym razem dziewczyny były przygotowane na smak alkoholu, więc nie zareagowały tak gwałtownie.
- Jak chcecie, to możecie iść na parkiet. Ja muszę odsapnąć, poza tym ktoś musi pilnować stolika - odezwał się Harry, odstawiając pusty kieliszek.
- Nie, ja dziękuję - zaprotestował Ron. - Ale dziewczyny mogą iść - dodał.
Ginny ucieszyła się z takiego obrotu sprawy, mimo że niedawno narzekała, że była zmęczona.
- Super! Idziemy - mruknęła i nie czekając na odpowiedź przyjaciółki, wyciągnęła ją na parkiet.
Harry'emu uśmiech nie schodził z twarzy, kiedy patrzył jak dziewczyny bujały się w rytm muzyki. Po chwili odwrócił się jednak w stronę Rona.
- To co, pijemy jeszcze po jednym?
- Czemu nie? - odpowiedział chłopak.

* * *

W ten sposób Harry, Ron, Hermiona i Ginny spędzili kolejne dwie godziny. Co chwilę robili zmianę i ktoś inny bawił się na parkiecie. Po pewnym czasie nawet Ron odpuścił i dał się zaciągnąć na środek sali. Widocznie alkohol trochę go rozluźnił.
Właśnie do stolika wrócił Harry z Hermioną. Dziewczyna była zaczerwieniona na twarzy, ale równocześnie tryskała dobrym humorem.
- Dobra, słuchajcie ostatnie rozlanie - powiedział Harry, odstawiając pustą butelkę.
- Nie! - zaprotestowała Hermiona. - Ja już nie mogę - dodała. Wychodziła z założenia, że i tak wypiła za dużo. Poza tym na sam widok alkoholu dostawała mdłości.
- Ja też dziękuję - mruknęła Ginny.
Harry się zaśmiał.
- Spoko, jak chcecie.
- A tak w ogóle, to od kiedy pijesz? - zapytała szatynka, mrużąc gniewnie oczy. Już sama nie wiedziała, czy tak naprawdę chciała znać odpowiedź.
- Od kilku tygodni - Hermiona zakrztusiła się sokiem, więc Ron poklepał ją delikatnie po plecach. - Nie przejmuj się, to tylko źle brzmi. Piłem raz, no może dwa.
Hermiona odetchnęła z ulgą. Nie przepadała za alkoholem i wolałaby, żeby Harry podzielał jej zdanie. Mimo wszystko starała się go nie krytykować. W końcu był na tyle inteligentny, żeby wiedzieć z czym się to wiązało i jakie mogły być tego konsekwencje.
Kilka minut później dziewczyny były znudzone bezczynnym siedzeniem przy stoliku, więc ponownie ruszyły na parkiet. Chciały maksymalnie wykorzystać czas, który im został.
- Dziękuje, że nas tu zabrałeś. Nigdy nie byłem w klubie. Nie wiem, czy Fred z Georgem byli - trajkotał Ron.
- Nie ma sprawy, ale na przyszłość proszę cię, nie rób scen tak jak ostatnio - odpowiedział brunet.
- Postaram się, ale wiesz jaki jestem.
Harry popatrzył na niego groźnie, zupełnie nie przejmując się tym, że był w klubie i otoczenie nie pomagało mu stworzyć takiego efektu, jakiego by oczekiwał.
- Tak wiem, ale to nie znaczy, że nic nie może się zmienić.
Ron zamyślił się, a niedługo potem cicho westchnął.
- Spróbuję.
 Dyskusję przerwała im zarumieniona Ginny, która niespodziewanie podbiegła do ich stolika. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że wyglądała na przerażoną.
- Harry! Chodź, musisz mi pomóc!
- Poczekaj, zaraz wrócę - powiedział stanowczo brunet i pobiegł za dziewczyną, zupełnie nie zwracając uwagi na Rona.
- Co się stało? - zapytał.
- Jakiś koleś przywalił się do Hermiony i nie chce jej dać spokoju.
- Załatwię to - mruknął. - Jakiś problem? - zapytał, gdy podszedł do chłopaka, który zaczepiał Hermionę.
Chłopak był od niego wyższy. Miał krótkie, czarne, postawione na żel włosy i ciemnobrązowe oczy. Harry nie przejął się jednak tym, że był na gorszej pozycji. Nie liczyło się, że był niższy i chudszy. W tej chwili najważniejsza była jego przyjaciółka.
- Koleś, a co cię to obchodzi?
- To mnie obchodzi, że zaczepiasz moją dziewczynę! - warknął ze złością.
- Jasne. Weź człowieku spadaj i znajdź sobie inną laskę, bo ja byłem pierwszy – odpowiedział zdenerwowany chłopak.
- Czy do ciebie nie dociera to, co mówię? - Tym razem Harry odezwał się trochę spokojniejszym tonem. Liczył, że obejdzie się bez użycia siły, przez co nie zwrócą na siebie zbytniej uwagi.
Cierpliwie czekał na reakcję nieznajomego. Natomiast Ginny dalej była przerażona i wciąż nerwowo przygryzała wargę.
- Koleś, taki kit, że to twoja dziewczyna, to możesz wciskać swojej matce, a nie mnie! – krzyknął obcy.
- Nie wierzysz? Może to cię przekona - mruknął Harry, podchodząc do Hermiony. Spojrzał jej w oczy, próbując przekazać jej swoje intencje. Nie wiedział, czy postępował słusznie, ale jak powiedziało się A”, to trzeba było powiedzieć i „B”. Nachylił się i ją pocałował. Hermiona była w tak dużym szoku, że nawet nie zareagowała.
- Zabieraj od niej łapy! - Nieznajomy złapał Harry’ego za ramię i odciągnął go od przerażonej szatynki.
- Kurwa, ostrzegałem cię, żebyś dał jej spokój. Skoro nic nie dociera do twojej pustej łepetyny, to nauczę cię, że do cudzych dziewczyn się nie zarywa! - warknął Harry. Zamachnął się i uderzył natręta w nos.
Chłopak upadł na parkiet, a po twarzy popłynęła mu krew. Zanim zdążył podnieść się z ziemi i wyprowadzić swój cios, Harry zgarnął przyjaciółki i pociągnął je w stronę stolika, przy którym samotnie siedział Ron. Ponieważ w każdej chwili mogła podejść do nich ochrona, postanowili jak najszybciej opuścić klub. W końcu nie potrzebowali dodatkowych kłopotów.
Kilka minut później wracali już do domu. Rudowłosa tłumaczyła swojemu bratu, co się stało, natomiast Harry prowadził pod ramię roztrzęsioną Hermionę.
- Tak cię przepraszam za wszystko. To moja wina, że ten koleś się do ciebie przystawiał. No i przepraszam, że cię pocałowałem.
Hermiona wydała dźwięk, przypominający coś pomiędzy szlochem a śmiechem i cicho powiedziała:
- Nie przejmuj się, to nie twoja wina. Było super, oczywiście oprócz tego incydentu. Ale przecież taka sytuacja mogła się zdarzyć wszędzie, nie tylko w klubie. Co do pocałunku... nie mam ci tego za złe, bo wiem, że zrobiłeś to, żeby się ode mnie odczepił.
- Masz rację. Ale i tak czuję się winny.
- Och, przestań. Widziałeś jego minę, jak dostał w twarz? Poza tym niezły cios - zaśmiała się i objęła go. - Dziękuje, że jesteś.
- Nie ma za co, w końcu jesteś moją najlepszą przyjaciółką. - Uśmiechnął się do niej.
Piętnaście minut później dotarli pod dom. Na szczęście Hermiona czuła się już lepiej i była spokojniejsza. Tak naprawdę nie żałowała, że zgodziła się na wyjście, pomimo że jakiś palant praktycznie wszystko zniszczył.
- Dobra, wskakujcie pod pelerynę  - rozkazał Harry.
- Mam nadzieję, że dzisiejsze spotkanie się jeszcze nie skończyło - odpowiedziała lekko zdenerwowana Ginny.
- Och, nie dramatyzuj. Jeżeli się skończyło, to coś wymyślimy - odpowiedziała Hermiona, zaskakując tym pozostałych.
- I kto to mówi? - zaśmiała się rudowłosa.
- Okej, teraz cicho, bo obudzimy portret. Każdy rzucił zaklęcie wyciszające? - zapytał Harry. Wszyscy zgodnie przytaknęli.
 Po chwili przekroczyli próg kwatery. Powoli przemierzali korytarz, rozglądając się na boki i nasłuchując. Odetchnęli z ulga, gdy usłyszeli głos profesora Dumbledore'a.
Pożegnali się na schodach i rozeszli do swoich pokoi. Harry był tak zmęczony całym dniem, że rozebrał się, rzucił na łóżko i od razu zasnął.

~ ~ ~ ~

Na szczęście zdążyłem wprowadzić ostatnie poprawki i wstawić rozdział jeszcze dzisiaj. Następny rozdział nie pojawi się w przyszła sobotę, tylko za dwa tygodnie, czyli w weekend majowy. Wiem, że ostatnio napisałem, że po świętach notki będą się pojawiać regularnie, jednakże potrzebuję więcej czasu. Mam nadzieję, że wytrzymacie kolejną dłuższą przerwę :D

Beta: Seya (dziękuję!)

15 komentarzy:

  1. Trudno się czeka ale mam nadzieję że będzie warto , Hermoina z Harrym interesujące, tego się nie spodziewałam , ale ogólnie rozdzial fajny weny Majka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj ;)
    Znalazłam ostatnio Twojego bloga i wczoraj wzięłam się za czytanie. Przeczytałam wszystko, a jaka była moja radość gdy zauważyłam, że dodałeś nowy rozdział!
    Uwielbiam takiego innego Harry'ego <3 Twoja wersja Pottera bardzo, ale to bardzo mi sie podoba. Polubiłam też postać Maike'a, fajny jest. Gdyby był razem z Harry;m w Hogwarcie, to pewnie by go w pył roznieśli xd.
    Stwierdzam, że masz nową czytelniczkę ;)
    I podoba mi się też wygląd Twojego bloga. Prosty i ciemny. Idealnie.

    Pozdrawiam!
    Ruciakowa

    PS. A gdybyś chciał zajrzeć na historię o Harrym - śmierciożercy
    http://nie-bede-wybrancem.blogspot.com/
    lub innej Ginny
    http://zdrajca-gw.blogspot.com/
    to zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  3. heej:)
    nareszcie przeczytałam ten rozdział i muszę Ci powiedzieć, że nieźle nim namieszałeś.
    Może tylko w mojej głowie, a może w całej fabule?
    Najpierw książki w pokoju Regulusa, napisane mową węży(wtf?), zaskoczyłeś mnie.
    Później pogodzenie się z Ronem (to było do przewidzenia, nie lubię rudzielca)
    Szalona impreza w klubie. W tym pocałunek z Hermioną(to dopiero namieszało)
    Czyżby Hermiona, podkochiwała się w Harrym? Zastanawiające, tym bardziej, że mam nieodparte wrażenie, że Mike wróci i to on będzie wybrankiem Harrego (nie pytaj skąd ten pomysł, bo nie wiem), już od kilku rozdziałów ta idea za mną chodzi i tym bardziej podsyca moją ciekawość.
    No i nadal nie wiadomo co jest w pokoju Syriusza.
    Tymczasem czekam na kolejny rozdział, może cokolwiek się poukłada w mojej głowie:)
    Pozdrawiam
    nothing.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziś znalazłam to opowiadanie i przeczytałam wszystkie rozdziały. Nie powiem, że mi się nie podoba, ale brakuje mi Mika i jego mamy. To najlepsze postacie jak dla mnie. I mam nadzieję, że jeszcze się pojawią.
    Powodzenia w pisaniu;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzy sprawy po tym rozdziale:
    1. Naprawdę nie lubię Rona.
    2. Hermiona i Ginny mogłyby nie być tak wścibskie, przecież nie muszą wiedzieć wszystkiego.
    3. Harry szaleje.:D
    Świetny rozdział. Cieszę się, że Harry polubił naukę, może będą z niego ludzie.xd Ale zastanawiają mnie te książki. No bo o co właściwie chodzi z tą mową węży, dlaczego tak naprawdę Regulus miał te księgi? I dlaczego Voldemort się o nie jeszcze nie upomniał, jeśli należą do niego? Trochę to skomplikowane. Ciekawa jestem, co z tego wyniknie.
    Może to dziwne, ale wcale się nie cieszę, że Harry pogodził się z Ronem. Może już po prostu jestem do niego uprzedzona po przeczytaniu dziesiątek opowiadań, w których nie był on pozytywnym bohaterem, ale coś czuję, że tutaj będą przez niego same kłopoty.
    Impreza w klubie była całkiem niezła, choć nie najlepiej się skończyła, ale to taki szczególik.:D Trochę mnie zaskoczyło, że Harry tak szalał na parkiecie, wygląda na to, że Mike dosyć poważnie na niego wpłynął, ale to właściwie dobrze. Niech się wyszaleje teraz, póki ma na to czas, nie wiadomo, co będzie potem.
    Byłam lekko w szoku, kiedy Harry pocałował Hermionę, zresztą ona chyba też była w szoku.;p Wyszło, jak wyszło, trzeba pamiętać, że trzeźwi to oni nie byli, więc to ich jako tako usprawiedliwia. Nie rozumiem tylko jednego, że Hermiona, jako silna kobieta (która kiedyś przywaliła Malfoyowi, pamiętajmy!), nie potrafiła po prostu olać tego kolesia i wrócić do stolika. Tak samo Ginny, niezłe z niej ziółko przecież jest, a w klubie taka biedna sierotka. Trochę mnie to wkurzyło, bo spodziewałam się po nich czegoś innego, a one zachowały się jak typowe bezbronne panienki, nie żebym chciała kogoś obrazić.:)
    Pozdrawiam serdecznie
    Seya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz :) Mimo że to właśnie Ty sprawdzasz moje rozdziały, to nie zawsze wiem, co o nich myślisz :D
      Też nie przepadam za Ronem, ale o tym już wiesz :D
      No cóż, wyobrażasz sobie, żeby Hermiona czegoś nie wiedziała?
      Czas najwyższy, żeby Harry zaczął myśleć o rozrywce. Jest stanowczo za młody, żeby martwić się tylko losami świata :D
      Książki będą miały swoją rolę, ale na razie nie zdradzę niczego więcej:D
      No cóż, powiedzmy że Hermiona była na tyle otumaniona alkoholem, że nie była sobą :D Przypominam, że Ginny również nie była trzeźwa. Stąd ich nietypowa reakcja. :)

      Usuń
  6. Chciałabym poinformować, że zostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Szczegóły u mnie na blogu:)
    http://zdrajca-gw.blogspot.com/2015/05/rozdzia-drugi-lba.html
    Pozdrawiam!
    Ruciakowa

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    nawet Hermiona się wyluzowała, ech Giny i Hermiona nie muszą być takie wścibskie, myślałam, że na przykład nie będą mógłby wejść do tego pokoju… bo jakieś zaklęcie, ale że większość jest napisana w wężomowie też super
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow!!! Mega się czyta :) Masz chłopie talent. Bardzo fajny styl pisania! Harry taki pewny siebie... Super :)
    Czytam dalej i zapraszam do siebie ;)
    www.pierwszytaki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahhh... imprezka;)
    Coraz bardziej podoba mi się Twoje opowiadanie. Tutaj Harry jest taki prawdziwy, taki zbuntowany jak każdy normalny nastolatek. Ron sie ogarnął...ciekawe na jak długo..
    Harry pocalował Hermionę... no niby wiem, że to tak tylko na pokaz, ale w sumie to nie mialabym nic przeciwko gdybyś coś tam miedzy nimi zamieszał;)

    www.swiatlocienn.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny i komentarz. :)

      Cieszę się, że odbierasz to w taki sposób. :)) Pisałem już o tym, ale powtórzę się - według mnie, Rowling, zapomniała o tym, że Harry, Ron i Hermiona byli nastolatkami. Oczywiście nie twierdzę, że od razu miała opisywać jakieś dzikie imprezy, po których wszyscy budzili się z ogromnym kacem i nie wiedzieli, co robili. Zabrakło mi jednak takiej ciekawości nastolatków, chęci pokazania tego, że niby są dorośli, bo napili się alkoholu.

      Może zamieszam? :D Sam jeszcze nie wiem. xd

      Pozdrawiam! :D

      Usuń
  10. Na początek, chcę przeprosić za brak komentarzy, ale byłam nad morzem.
    Rozdział jak zwykle wspaniały, nie wiem czy kiedykolwiek będzie niewspaniały. Ron przeprosił... cóż, wydaję mi się, że to długo nie potrwa. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
    Impreza była świetnie opisana. Zawsze brakowało mi w Harrym, bardziej nastoletnich problemów. Tego, że mogą się sobie nie podobać, jakiś problemów z cerą (nikomu nie życzę :D), burzy hormonów. Imprez, jakiś odpałów. Ja wiem, to historia o miłości, przyjaźni i wojnie, ale brakowało normalnych akcji. Związek Harry'ego z Ginny był strasznie ubogo przedstawiony. Tym bardziej, że argumentem nie jest dla mnie, że to książka dla dzieci, bo sama Rowling przyznała, że od czwartego tomu, nie pisze już tylko dla dzieci. No, ale od czego są wspaniałe fanficki. Twój do takich się zalicza.
    Harry potomkiem Gryffindoora? Ciekawe, sama jestem skłonna by uważać, że tak było nawet w kanonie. Kolejne kłamstwo Dumbledore'a. Ach, ten czarodziej był potężny, ale popełnił zbyt wiele błędów w imię "większego dobra".
    Czyżby Hermiona i Harry? Nie wiem, ale mam wrażenie, że wcale nie była zła za ten pocałunek xD. Ja bym nie była.
    Jestem bardzo ciekawa powrotu do Hogwartu, zawsze to najbardziej emocjonujący moment. Odmieniony Harry Potter robi furorę.
    Pozdrawiam i życzę duuużo weny!
    I zapraszam do mnie na baaaardzo długi rozdział. Merlnie, napisałam 9 stron w Wordzie. Przerażam sobie samą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Również uważam, że oryginał był pod tym względem wybrakowany. Naprawdę uwielbiam Harry'ego Rowling, ale uważam, że taka "otoczka" dałaby czytelnikom wiele dodatkowych wrażeń. :)

      Powrót do Hogwartu był, jest i zawsze będzie tym najbardziej emocjonującym momentem. :)

      Pozdrawiam! :D

      Usuń
  11. Hej,
    świetnie, nawet Hermiona i Ginny się tutaj wyluzowały, czy muszą być aż tak wścibskie... myślałam, że nie będą mogły wejść do tego pokoju, że będzie chroniony jakimś zaklęciem czy będzie to wężomowa...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń