sobota, 29 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ XVII


Był ciepły, letni dzień. Harry siedział nad brzegiem jeziora i moczył nogi w wodzie. Odpoczywał z przymkniętymi powiekami, rozkoszując się promieniami słońca, które delikatnie łaskotały jego twarz. Wokół panowała przyjemna cisza. Jedynie ptaki czasem przerywały ją swoim śpiewem.
Po chwili otworzył oczy, podniósł się z ziemi i zaczął się rozbierać. Miał wielką ochotę popływać. Kiedy pozostał w samych bokserkach, pobiegł w stronę wody, mając szczery uśmiech na twarzy i...
Harry otworzył oczy. Wokół panował mrok, dlatego początkowo nie potrafił zidentyfikować miejsca, w którym się znajdował. Dopiero po kilku minutach dotarło do niego, że był w dormitorium, a scena znad jeziorem była tylko miłym snem. Żałował, że się obudził, ponieważ rzadko zdarzało mu się śnić o czymś przyjemnym i spokojnym.
Westchnął cicho, wyrażając w ten sposób swoją frustrację.
- Nie możesz usnąć? - Usłyszał niewyraźny głos Mike'a. A więc nie był tak dyskretny, jak myślał, że był.
Oparł się na łokciach, żeby poprawić poduszkę. Po chwili odpowiednio przygotował sobie posłanie, zanim jednak ułożył się wygodnie, sięgnął jeszcze po różdżkę. Kiedy jego palce zacisnęły się na drewienku, wypowiedział zaklęcie. Wówczas w powietrzu pojawiły się niewielkie świece, rzucające nikły promień światła. Był on jednak na tyle wystarczający, że Harry mógł dostrzec twarz przyjaciela.
- Właśnie się obudziłem. - Przetarł dłonią twarz. - A ty czemu nie śpisz? - zapytał.
- Nie wiem.
- Jak to? - Uniósł w górę brwi, chociaż wątpił, że Mike był wstanie to zauważyć.
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. - Zamilkł na chwilę. - Mam wrażenie, że o czymś zapomniałem - dodał.
- Rozumiem - odpowiedział Harry, chociaż było to kłamstwo.
Ponownie zapadła między nimi cisza. Ich relacje były jednak na tyle rozbudowane, że w ogóle nie czuli z tego powodu dyskomfortu.
- Chociaż właściwie to nie rozumiem - odezwał się nagle Harry. - Nie możesz spać, bo masz wrażenie, że o czymś zapomniałeś, tak? - Chciał się upewnić.
- Tylko że tu nie chodzi o jakąś zwykłą rzecz. Po prostu czuję jakąś pustkę i to mnie dobija. - Harry zamrugał zaskoczony, bo nie przywykł do nostalgicznego Mike'a. - Czasami mam wrażenie, że to, czego mi potrzeba, mam na wyciągnięcie ręki, ale po jakimś czasie to uczucie znika.
Harry przez chwilę milczał.
- Tak szczerze, to nie mam zielonego pojęcia, co powinienem w takiej sytuacji powiedzieć. - Podrapał się po głowie, nieświadomie tworząc na niej prawdziwy nieład.
W tym czasie Mike wygrzebał się spod kołdry i podszedł do Harry’ego. Usiadł na jego łóżku i spojrzał mu głęboko w oczy.
- Może powinienem iść do skrzydła szpitalnego? - zapytał poważnie.
- Sądzę, że to ci w niczym nie pomoże - zaśmiał się.
- To co mam zrobić? Coraz częściej zarywać noce? - Wyglądał na zdezorientowanego i naprawdę zagubionego. Harry nigdy nie widział przyjaciela w takim stanie, więc na poważnie zaczął się o niego niepokoić.
- Możesz czasami zażyć Eliksir Słodkiego Snu.
- To nie jest najlepszy pomysł. Wiesz, że można się od niego uzależnić.
- Tak, dlatego powiedziałem, że czasami. - Uśmiechnął się. - Nie chcę mieszkać z ćpunem - zażartował. Miał nadzieję, że drobna dawka humoru podziała na Mike'a rozweselająco.
- Hej! - oburzył się. - To nie jest śmieszne!
- A czy wyglądam na rozbawionego?
- Nie, ale masz minę, jakby cię coś bolało - odciął się, a na jego twarzy pojawił się cień mściwego uśmiechu.
- Dzięki - mruknął Harry. - Miło, że prawisz mi komplementy w środku nocy.
- Nie ma sprawy - odpowiedział.
Po raz kolejny zapadła między nimi cisza, z tą różnicą, że teraz zakłócał ją Mike, głośno szczękając zębami.
Harry spojrzał na przyjaciela i dopiero teraz zauważył, że ten miał na sobie same bokserki. Chociaż sam nie sypiał w żadnej piżamie, to przynajmniej dbał o to, żeby było mu ciepło. Jeżeli noc była choć odrobinę chłodniejsza, to od razu posiłkował się odpowiednimi zaklęciami. Natomiast Mike chyba jeszcze nie przywykł do warunków panujących w zamku i nie przemyślał pomysłu z opuszczeniem łóżka.
- Lepiej wracaj do siebie.
- Za chwilę. - Mike pokręcił głową. - Dopóki z tobą rozmawiam, to zostanę tutaj. Nie lubię nie widzieć osoby, z którą rozmawiam.
- To wolisz się przeziębić, a przy okazji stracić wszystkie zęby?
Mike przewrócił oczami, ale pozostał na swoim miejscu.
- To przynajmniej się ubierz - dodał.
- Daj mi spokój, nie jest tak źle.
Harry nie wiedział, jak przekonać przyjaciela. Nie mając w głowie żadnego sensownego pomysłu, postanowił pójść na łatwiznę.
- To chodź do mnie, nie chcę później słuchać, że żadna dziewczyna nie leci na bezzębnego.
Mike uśmiechnął się i skorzystał z propozycji Harry'ego. Wchodząc pod ciepłą kołdrę, poczuł rozchodzące się po całym ciele dreszcze. Kiedy przybrał wygodną pozycję i przekręcił się na bok, przypadkiem dotknął ręki przyjaciela.
- Kurde, Mike, ale ty jesteś zimny! - Harry wciągnął głośno powietrze, równocześnie czując przejmujące do szpiku kości zimno. - Dobrze się czujesz?
- Wszystko w porządku. Po prostu noce w zamku wcale nie są takie ciepłe.
Mimo zapewnień przyjaciela, że czuje się dobrze, Harry dotknął jego czoła. Nie wyczuwając jednak niczego podejrzanego, doszedł do wniosku, że faktycznie chłopak tylko zmarzł. Żeby szybciej się ogrzał, wyczarował koc i dokładnie okrył nim przyjaciela.
- Harry, to bardzo miłe, ale nie musisz tego robić - powiedział Mike, czując się trochę niezręcznie.
- Cicho! - Harry nawet nie chciał tego słuchać. - Nie chcę, żebyś mi się tu telepał. Rozgrzejesz się trochę, to zrobisz, co będziesz chciał.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy. Od tego są przyjaciele.
- Ale wiesz co?
- Mmm?
- To trochę dwuznacznie wygląda. Zdajesz sobie sprawę, że gdyby ktoś tu wszedł, to mógłby sobie pomyśleć coś zupełnie innego.
- Nie przesadzaj, jest środek nocy. - Mimo to Harry miał ochotę się roześmiać, bo pomyślał sobie, jaką sensację by wtedy wzbudzili. - Poza tym mam to gdzieś. W końcu mogę robić to, co mi się podoba. - Naprawdę miał głęboko w nosie, co ktoś mógł o nim pomyśleć. Zresztą, co było złego w tym, że leżał z przyjacielem w jednym łóżku? - Ale może przejdziemy do twojego problemu, bo chcę jeszcze trochę odpocząć, zwłaszcza przed jutrzejszym meczem.
- To może sobie pójdę?
- Daj spokój. Jesteś moim przyjacielem i mam wobec ciebie zobowiązania. Jeżeli masz problem, to pomogę ci go rozwiązać, nawet kosztem meczu.
- Żartujesz? - Mike prychnął. - Gryfoni obdarliby cię ze skóry.
- Nie ważne. - Harry się uśmiechnął. - To może zacznijmy od tego, w jakich sytuacjach nie czujesz tej pustki? - zapytał, od razu przechodząc do sedna sprawy.
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Kiedy jesteśmy razem, to nie zwracam na to uwagi.
Harry w ogóle tego nie rozumiał. Ponadto nie znał się na psychoanalizie, więc do głowy przyszedł mu tylko jeden pomysł.
- Wiesz co? - zaczął. - Wydaje mi się, że potrzebujesz dziewczyny. I podświadomie wybrałeś już sobie kandydatkę.
- Czyli kogo?
- Sam powinieneś to wiedzieć.

* * *

Kilka godzin później słońce świeciło wysoko nad widnokręgiem, niebo było bezchmurne, a powietrze miało odpowiednią temperaturę. Mimo że dochodziła dziewiąta, w wieży Gryffindoru panowała prawie absolutna cisza. Było to dość nietypowe zjawisko, bo zazwyczaj o tej porze pokój wspólny tętnił życiem. Dzisiaj jednak Gryfoni pozwolili sobie na więcej luzu i tylko niektórzy dyskutowali o zbliżającym się meczu. W pełni rozbudzonych osób było niewiele, a mimo to w powietrzu czuć było podniecenie i ekscytację.
Hermiona była jedyną osobą, która nie uległa emocjom w związku z nadchodzącym widowiskiem. Co prawda zawsze chodziła przyglądać się zmaganiom Harry’ego, ale nie rozumiała, dlaczego wszyscy tak się tym ekscytowali. Rozumiała, że w trakcie meczu emocje sięgały apogeum, ale teraz nie siedzieli na trybunach, tylko w szkole.
Szatynka zajmowała swój ulubiony fotel przy kominku. Czekała na przyjaciół. Żeby czas minął jej szybciej, zaczęła czytać książkę. Jak zwykle lektura od razu ją wciągnęła, więc nie odczuwała już tak bardzo braku towarzystwa.
Kiedy minęły kolejne minuty, zaczęła się zastanawiać, czy nie wtargnąć do pokoju Harry'ego i nie przerwać mu snu. Zdawała sobie sprawę, że potrzebował dużo sił, ale obawiała się, że jeżeli niedługo nie wstanie, to może nie mieć czasu na śniadanie. A przecież był to najważniejszy posiłek dnia. Szczególnie przed meczem.
 Długo rozważała wszystkie za i przeciw, aż w końcu podjęła decyzję. Podniosła się z fotela, ruszyła w stronę dormitorium chłopców i już po chwili weszła do sypialni.
- Harry! - krzyknęła, gdy tylko przekroczyła próg. - Wstawaj, bo nie zdążysz zjeść śniadania.
Stała przez chwilę przy drzwiach, czekając na jakikolwiek odzew. Kiedy nie doczekała się żadnej odpowiedzi, podeszła do łóżka, mając zamiar użyć najbardziej brutalnych metod, byle tylko wyrwać przyjaciela ze snu.
Gdy chciała potrząsnąć chłopakiem, zobaczyła, że ten nie był sam. Stanęła zamurowana, a z jej ust mimowolnie wydarł się głośny kwik. Czując, że wchodziła z butami do prywatnych i intymnych spraw przyjaciół, odwróciła się z zamiarem opuszczenia pokoju. Nie zrobiła jednak nawet dwóch kroków, ponieważ w tym samym czasie obudził się Harry.
- Hermiona? - zapytał sennym głosem, kiedy tylko ją dostrzegł. - Co ty tutaj robisz?
- Przepraszam, już wychodzę - odpowiedziała zażenowana.
- Nie, poczekaj, wszystko w porządku. - Uśmiechnął się. Naprawdę nie rozumiał przyjaciółki, bo myślał, że już nie peszył jej widok jego nagiego torsu.
- Nie, Harry, lepiej żebym wyszła. Nie powinnam wchodzić bez pukania.
- Nie szkodzi - odpowiedział. - Przecież nic złego się nie stało.
- Wiem, ale to… czuję się głupio. - Spuściła głowę.
- Głupio ci, bo mnie obudziłaś? - zaśmiał się. - Dobrze się czujesz? - Spoważniał i przyjrzał się jej uważnie.
Hermiona nadal miała opuszczoną głowę, a mimo to Harry i tak dostrzegł rumieńce na jej policzkach. Miał zamiar to skomentować, ale wtedy szatynka popatrzyła na niego przepraszająco, a potem przeniosła wzrok na drugą część jego łóżka. Gdy sam spojrzał w tym kierunku, zauważył, że obok niego spał Mike.
- Aj! - Tym razem to Harry oblał się rumieńcem, bo zrozumiał, co spowodowało taką reakcję u przyjaciółki. - Hermiono, to nie tak jak myślisz... 
- Spokojnie - przerwała mu. - Nie musisz mi się tłumaczyć. - Uśmiechnęła się. Cały czas czuła się głupio, ale nie było to spowodowane tym, czego się dowiedziała, tylko tym, co zobaczyła. Chciała zachować się w porządku i w ten sposób podkreślić, że absolutnie nie przeszkadzały jej preferencje Harry'ego i Mike'a.
- Ale to nie tak. My...
- Naprawdę mi to nie przeszkadza - znowu mu przerwała.
W tym samym czasie Mike mruknął coś przez sen, odwrócił się na bok, po czym przytulił się do Harry’ego. Hermiona zarumieniła się jeszcze bardziej.
- Dobra, poczekam na ciebie na dole. - Nie chciała na to dłużej patrzeć. W końcu była to prywatna sprawa jej przyjaciół i ona nie musiała wiedzieć niczego więcej.
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Potrzebowała czasu, żeby wszystko sobie dokładnie przemyśleć. Chociaż nie miała nic do osób homoseksualnych, to nie wiedziała, jak powinna się teraz zachowywać. Miała udawać, że o niczym nie wiedziała? Czy powinna to zachować tylko dla siebie? Czy ktoś o tym wiedział?
 Z drugiej strony zastanawiała się, jakim cudem nie zauważyła, że dwójka jej najlepszych przyjaciół ze sobą kręciła. Poczuła się odsunięta i niegodna zaufania, skoro zataili przed nią ten fakt.
- Czekaj! - krzyknął Harry, ale Hermiona już wyszła z pokoju. Mike natomiast spał nadal nieświadomy tego, co przed chwilą się wydarzyło.
Harry wyskoczył szybko z łóżka i pognał do łazienki. Bardzo się spieszył, bo chciał jak najszybciej pogadać z przyjaciółką, a mimo to i tak zeszło mu się na wykonaniu wszystkich porannych czynności. Dopiero po około dwudziestu minutach zszedł do pokoju wspólnego.
Hermiona siedziała w fotelu i znowu czytała książkę. Wyglądała i zachowywała się normalnie, jakby nic złego się nie stało. Harry od razu do niej podszedł, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dziewczyna spytała:
- Idziemy?
- Tak. - Westchnął, a szatynka zamknęła książkę i odłożyła ją na stolik.
Chwilę później byli już w Wielkiej Sali. Hermiona z zainteresowaniem dyskutowała o czymś z Ginny. Harry nie potrafił włączyć się do dyskusji i w ciszy skubał swoje jedzenie. Zastanawiał się, czy powinien teraz wszystko wyjaśnić. Bał się, że ktoś mógł ich podsłuchać i wyciągnąć niewłaściwe wnioski. Chociaż z drugiej strony Hermiona była w błędzie, przez co mogła przysporzyć mu jeszcze więcej kłopotów.
Długo się wahał, aż w końcu uznał, że odłożenie problemu na bok mu nie pomoże. Poza tym nic gorszego nie mogło się stać, o ile tylko nikt go nie usłyszy. Mimo że potrafił radzić sobie z głupimi plotkami, to w tym wypadku wolałby tego nie robić. Naprawdę miał dosyć wzbudzania sensacji. Nie chciał, żeby inni dowiedzieli się, że rzekomo jest gejem, bo nie będzie miał w szkole życia.
- Hermiono... - zaczął.
Szatynka przerwała rozmowę z Ginny i odwróciła się w jego stronę z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- Hmm? - mruknęła.
- Nie jestem gejem.
- Nie musisz mi się tłumaczyć, już ci to mówiłam. - Uśmiechnęła się na potwierdzenie swoich słów. - Naprawdę, to nic złego. - Położyła mu rękę na ramieniu. Gest ten miał chyba znaczyć, że nie powinien się tym przejmować.
Ginny zamarła z ręką w połowie drogi do ust. Dopiero po chwili odłożyła widelec i zdezorientowana spojrzała na swoich przyjaciół. Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała. Jak to, Harry jest gejem? - pomyślała. Była w szoku! Oczywiście nie miała nic przeciwko temu, ale nie wiedziała, jak mogła tego nie zauważyć. Zresztą Harry niedawno miał dziewczynę. Czyżby Cho była tylko przykrywką? To może być prawda, w końcu Harry obawiał się, że wyląduje z nią w łóżku. Nic dziwnego, bo wtedy wydałoby się, że dziewczyny go nie interesują.
W czasie, w którym Ginny prowadziła rozmowę w swojej głowie, Harry próbował uświadomić przyjaciółce, że dokonała nadinterpretacji tego, co zobaczyła.
- Dasz mi w końcu wytłumaczyć? - zapytał spokojnie, mimo tego, że upór Hermiony zaczynał go drażnić.
- Nie musisz mi niczego tłumaczyć, bo wiem, co widziałam. Nie martw się, nie zerwę naszej przyjaźni z tak błahego powodu.
Harry miał ochotę walnąć pięścią w stół. Naprawdę był wkurzony. Hermiona uważała, że wszystko było takie, na jakie wyglądało. Rzeczywistość była zupełnie inna, ale ona nie chciała tego słuchać. Na Merlina, jak można było być tak upartym?
- Nie obraź się, ale czasem jesteś naprawdę irytująca - warknął, bo już całkowicie stracił cierpliwość.
Hermiona odłożyła sztućce i spojrzała na niego ze złością. Oczywiście poczuła się dotknięta. Zrobiła oburzoną minę i nie odezwała się słowem.
Ginny miała już tego po dziurki w nosie. Nie dość, że jej przyjaciele skakali sobie do gardeł, to ona nie wiedziała, co było tego przyczyną.
- Możecie mi na spokojnie wytłumaczyć, o co chodzi? Bo chyba czegoś nie rozumiem.
- Hermiona wyciągnęła błędne wnioski na podstawie tego, co zobaczyła - odpowiedział Harry.
- To znaczy? - dopytywała się rudowłosa.
- Weszła do mojego pokoju i przyłapała mnie w łóżku z Mikiem, ale… - Nie zdążył dokończyć, gdyż za jego plecami ktoś krzyknął:
- Potter jesteś ciotą!?
Harry przewrócił oczami. Naprawdę nie miał już do tego wszystkiego siły. Nie dość, że Hermiona wbiła sobie coś do głowy i nie chciała przyjąć do wiadomości, że opacznie to zrozumiała, to teraz jeszcze Ron musiał o tym usłyszeć. Pięknie, po prostu pięknie. Czy mogło być gorzej? Chyba nie, chociaż i tak niezwykle trudno będzie mu wszystko odkręcić.
Gdyby szatynka nie przyjęła jego "inności" za pewnik, to uznałby całą tę sytuację za zabawną. Niestety dziewczyna nie dawała się przekonać, no i musiał spławić Rona. Odwrócił się więc w jego stronę, chcąc uratować sytuację, zanim zabrnie za daleko i będzie za późno.
- Jak już to gejem i nie, nie jestem - odpowiedział spokojnie, wiedząc, że złość i agresja mu teraz nie pomogą. I tak miał na pieńku z rudzielcem, więc lepiej go było nie prowokować.
- Nie rób ze mnie kretyna! - krzyknął Ron.
Właśnie zrobił to, czego Harry najbardziej się obawiał. Podniesiony głos spowodował, że coraz więcej osób przysłuchiwało się ich kłótni z wyraźnym zainteresowaniem. Wszystko wskazywało na to, że fałszywe plotki zaraz obiegną całą szkołę, co jeszcze bardziej denerwowało Harry'ego i wyzwalało w nim mordercze instynkty.
- Sam powiedziałeś, że spałeś z McVogelem! - Ron nadal się wydzierał, skupiając na sobie uwagę coraz większej grupy słuchaczy.
- Nie powiedziałem, że z nim spałem - żachnął się Harry. Czy wszyscy musieli źle interpretować tę niewinną i nic nieznaczącą sytuację?
- Oczywiście - zadrwił Ron. - Nie mogę uwierzyć, że mieszkałem z tobą w jednym dormitorium. - Wzdrygnął się. - Jesteś obleśny!
- Ron, zamknij się! - warknęła Ginny, zrywając się ze swojego miejsca. Nie mogła już dłużej tego słuchać. Zdecydowała się wstawić za Harrym, bo inaczej sobie wyobrażała moment, w którym dowie się, na czym polegał problem. Zresztą Ron zachowywał się jak skończony dupek i nie mogła na to pozwolić.
Rudzielec rozszerzył z zaskoczenia oczy. Chyba nie spodziewał się, że własna siostra się mu postawi. Otworzył usta, następnie je zamknął, tylko po to, żeby znowu je otworzyć. Potrzebował kilku sekund, żeby cokolwiek powiedzieć.
- Jeszcze go bronisz? - zapytał głosem wyrażającym szok i niedowierzanie.
- Oczywiście, w końcu to mój przyjaciel. Zresztą i tak nie zasłużył sobie na takie teksty! – odpowiedziała. Przyjęła władczą postawę i emanowała tak wielkim gniewem, że każdy rozsądny człowiek skuliłby się ze strachu. - Gdybyś nie wtykał nosa tam, gdzie nie trzeba, to nie wyciągnąłbyś tak absurdalnych wniosków!
- Absurdalnych wniosków? - krzyknął Ron. - On pewnie pieprzy się z połową chłopaków w Hogwarcie, a ty … - Nie dokończył zdania, bo Harry gwałtownie zerwał się ze swojego miejsca i w mgnieniu oka przyłożył mu różdżkę do gardła.
Nie ma się co temu dziwić, bo tym razem Ron posunął się za daleko. Harry był wściekły, jak jeszcze nigdy dotąd. Mógł znieść naprawdę wiele, ale nie takie insynuacje. Miny męskiego grona świadczyły o tym, że Ron poważnie sobie u nich nagrabił. Mimo że prawdopodobnie każdy z nich obiłby rudzielcowi buźkę, to brunet postanowił ich w tym wyręczyć. Może nie miał zamiaru przechodzić do rękoczynów, ale nie mógł tego tak zostawić, bo w końcu to on był odpowiedzialny za tę całą aferę.
- Stęskniłeś się już za skrzydłem szpitalnym? - zapytał. Brzmiał spokojnie, chociaż jego oczy ciskały błyskawice. Brakowało tylko grzmotów i porywistego wiatru.
Ron zamarł. Wciąż pamiętał, że kiedy ostatnim razem przesadził, spędził trzy dni w łóżku szpitalnym. Wiedział, że gdyby Harry coś mu teraz zrobił, to on by za to odpowiedział. Mimo to nie chciał się narażać. Przynajmniej wiedział, że były przyjaciel musiał się powstrzymać, bo w przeciwnym razie zabraknie mu zawodnika na mecz.
- Teraz już nie jesteś taki odważny? - Tym razem głos Harry'ego ociekał lodem. - Nie? Pozwól więc, że ci coś wytłumaczę. Nie życzę sobie, żebyś wpieprzał się do mojego życia! Chyba że chcesz znowu spotkać się z panią Pomfrey.
- Potter, co się tu dzieje?! - warknęła McGonagall, podchodząc do nich.
- Nic - odpowiedział spokojnie i puścił Rona. - Tylko rozmawiamy. - Odwrócił się w stronę nauczycielki.
- Masz mnie za głupią? -  Zmrużyła gniewnie oczy. - Natychmiast schowaj różdżkę i wyjaśnij mi, co najlepszego wyprawiasz!
- Pani profesor, to nie wina Harry’ego - wtrąciła się Hermiona. Poczuła się w obowiązku wszystko wyjaśnić, bo to ona zawiniła i doprowadziła do tej sytuacji. W końcu zobaczyła, że jej przyjaciele spali w jednym łóżku i od razu wyciągnęła z tego wnioski, uważając je za pewne. Nie przyszło jej do głowy żadne inne wytłumaczenie, a co gorsza, w ogóle nie chciała słuchać wyjaśnień Harry'ego.
- A czyja, panno Granger?
Hermiona zawahała się, ale z pomocą przyszła jej Ginny.
- Ron podsłuchał naszą rozmowę, źle zrozumiał słowa Harry'ego i zaczął go obrażać.
- O co dokładnie chodziło? - dopytywała się kobieta.
Harry poczuł się zażenowany. Nie mógł pozwolić, żeby nauczycielka poznała powód ich sporu. Mimo że narodził się na skutek nieporozumienia i wścibstwa Rona, to i tak wywołałby w Hogwarcie prawdziwą burzę.
- Nie ważne - odpowiedział szybko. - To moje prywatne sprawy.
- Prywatne czy nie, muszę wiedzieć.
- To moja wina - powiedziała Hermiona, oblewając się rumieńcem. Dopiero teraz naprawdę zrozumiała, że rano znalazła się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Czuła się fatalnie, gdyż nie pozwoliła wytłumaczyć się Harry'emu i doprowadziła do tego wszystkiego. - Zobaczyłam, że Harry spał z Mikiem i pomyślałam, że…
- Potter i McVogel? - przerwała jej zdziwiona McGonagall. Oczywiście powiedziała to na tyle głośno, że nawet nauczyciele ją usłyszeli. Nie mówiąc już o dziesiątkach uczniów, spożywających śniadanie.
 Harry poczerwieniał na twarzy, bo właśnie spełnił się jego najgorszy koszmar. Słowa nauczycielki szybko dotarły do uczniów i wywołały prawdziwą sensację. Z każdej części sali dobiegały podekscytowane szepty i bardzo mu się to nie podobało. No pięknie - pomyślał.
- To nie tak - zaprzeczył, czując, że musi jak najszybciej uratować całą sytuację. - Po prostu wczoraj bardzo długo rozmawialiśmy i zasnęliśmy.
Hermiona zbladła. Wiedziała już, że bezpodstawnie posądziła przyjaciół o homoseksualizm. Nie mogła uwierzyć, że sytuacja, której rano była świadkiem miała tak banalne wytłumaczenie. Podobno była najmądrzejszą czarownicą w całym Hogwarcie, chociaż teraz szczerze w to wątpiła. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię, albo strzeliła w siebie jakąś paskudną klątwą. Może wtedy najpierw poprosiłaby o wyjaśnienie, a dopiero potem snuła teorie spiskowe.
- Rozumiem - odezwała się po dłuższej chwili milczenia nauczycielka. - Gryffindor traci trzydzieści punktów, a ty, Weasley, masz szlaban!
- Za co? - krzyknął oburzony.
- Za zakłócanie porządku podczas śniadania - wyjaśniła cierpliwie. - Widzę cię dzisiaj w moim gabinecie! - Spojrzała na zegarek. - O siedemnastej. - dodała.
- Ale to niesprawiedliwe! - Awanturował się. - To, że on mi groził, jest w porządku?!
- Właśnie przedłużył pan sobie szlaban o kolejne dwa wieczory! Na przyszłość nie radzę podnosić na mnie głosu! - Profesor McGonagall ryknęła na całą Wielką Salę. - Pan Potter został ukarany utratą punktów, a nie widzę powodu, żeby miał dostać większą karę. W końcu niczego panu nie zrobił.
- No tak, Wybrańcowi wszystko wolno!
- Panie Weasley, radzę pohamować swój temperament, bo nie skończy się to dla pana dobrze! - warknęła. Teraz wyglądała na naprawdę wzburzoną, ale przynajmniej wyjaśniła się kwestia jej transformacji animagicznej. Chociaż patrząc na jej zachowanie, to bardziej pasowałby do niej jakiś drapieżny kot, a nie zwykły dachowiec. - Poza tym ja tu jestem nauczycielem i to ja decyduję o karze!
- Ale...
- Koniec dyskusji! - krzyknęła. - A teraz proszę się rozejść! - dodała, po czym ruszyła do stołu dla nauczycieli, przy czym cały czas patrzyła na Dumbledore'a i niedowierzająco kręciła głową.
Ron posłał Harry’emu wściekłe spojrzenie i poszedł znaleźć sobie wolne miejsce.
- Harry, przepraszam. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że po prostu rozmawialiście i zasnęliście. Pomyślałam, że...
- Daj spokój - przerwał jej. - Nie masz za co przepraszać. Obiecaj mi tylko, że następnym razem dasz mi coś powiedzieć, zanim wyciągniesz jakieś wnioski, okej?
- Jasne. - Uśmiechnęła się.
- Czyli nie jesteś gejem? - zapytała Ginny.
- Nie. - Harry również się uśmiechnął, odsłaniając rząd białych zębów. - A co? Jesteś mną zainteresowana? - zażartował.
- Może. - Puściła mu oczko, przez co zaczęli się śmiać. Nie zwracali nawet uwagi na plotkujący z ożywieniem tłum.

* * *

Za kilka minut miał rozpocząć się pierwszy w sezonie mecz quidditcha: Gryffindor kontra Ravenclaw. Trybuny pękały w szwach i tonęły w morzu czerwieni i złota oraz błękitu i brązu. Po boisku rozchodziło się echo krzyków i pisków radości, ponieważ zawodnicy stali już na środku boiska i czekali na gwizdek pani Hooch, który oznaczał początek spotkania.
Czekając na rozpoczęcie gry, Harry wspominał swoje słowa, które przekazał drużynie, zanim razem opuścili szatnię: Grajcie tak, jak na treningach, a zwycięstwo będzie nasze! Mimo że nie widział Krukonów w akcji, to uważał, że jego zawodnicy byli wstanie zapewnić Gryffindorowi zwycięstwo. Wierzył w umiejętności wszystkich swoich graczy i nie dopuszczał do siebie myśli, że podczas eliminacji dokonał błędnej decyzji.
- Kapitanowie, proszę uścisnąć sobie dłonie. - Harry podszedł do Cho i podał jej rękę. Starał się nie myśleć, że jeszcze niedawno byli parą, ale postanowił sprowokować swoją byłą dziewczynę i posłał w jej stronę jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów. Brunetka wyglądała na zaskoczoną, ale odwzajemniła gest.
- Proszę wsiąść na miotły! - zażądała pani Hooch. - Na mój gwizdek możecie zaczynać - dodała, chociaż wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
Po chwili rozległ się tak długo oczekiwany gwizd i zawodnicy wystartowali. Zgodnie z taktyką Harry wzbił się wysoko w powietrze, skąd miał doskonały widok na przebieg całej gry. Przez chwilę przyglądał się zmaganiom swojej drużyny, lecz wkrótce zaczął rozglądać się za zniczem. W końcu to od niego zależało, czy Gryfoni zwyciężą. Przemierzał boisko w poszukiwaniu złotej piłeczki, lecz nie było po niej śladu.
- Gryfoni w posiadaniu kafla! - rozległ się głos Seamusa, który w tym meczu pełnił rolę komentatora. - Bell podaje do Weasley. Przy piłce Screen, znowu Weasley, Screen, Bell i taaaak, gol dla Gryfonów! - W sektorze czerwono-złotych proporców wybuchły okrzyki radości. Mecz trwał dalej.
Po dwudziestu minutach Gryfoni objęli druzgocącą przewagę i prowadzili już sto siedemdziesiąt do trzydziestu. Rawenclaw nie miał żadnych szans, bo drużyna Harry'ego grała idealnie i nie pozwalała sobie nawet na najmniejszy błąd. Poza tym ich nieomylność miała duży wpływ na psychikę Krukonów, toteż było widać, że tamci stracili cały zapał i starali się choć trochę zmniejszyć różnicę punktową. Przestali się nawet łudzić, że mogą jeszcze wygrać.
Walczyli dzielnie, choć nie było to łatwe. Zdenerwowanie wkradło się do ich gry, przez co popełniali karygodne błędy: tracili kafla, pałkarze mieli problemy z celnością, a obrońca puszczał nawet najprostsze strzały. Dzięki temu Gryfoni mieli powody do dumy i nie mogli skrytykować żadnego ze swoich zawodników. Nawet Rona, mimo że nie obronił trzech rzutów.
Harry był niezwykle zadowolony z przebiegu spotkania i emanował dumą, aczkolwiek nie mógł jeszcze spocząć na laurach. W końcu mecz trwał nadal i chociaż Krukoni nie stanowili większego zagrożenia, to Cho mogła zepsuć jego spektakularne zwycięstwo, gdyby złapała znicza. Żeby do tego nie dopuścić, Harry z ogromnym skupieniem rozglądał się za złotą piłeczką. Ta jednak nie chciała ułatwić mu zwycięstwa i nadal znajdowała się poza zasięgiem jego wzroku. 
Kilkanaście minut później znicz nadal się nie pojawiał, więc Harry odwrócił się w stronę Cho, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem dziewczyna go nie wypatrzyła. Miała nieciekawą minę, co świadczyło o tym, że w tej chwili nie stanowiła żadnego zagrożenia.
Po upływie kolejnych minut Gryfoni jeszcze bardziej zwiększyli swoją przewagę. Jeżeli niedawno ktoś łudził się, że Krukoni mogli wygrać mecz, to teraz nie miał już żadnych wątpliwości. Sama Cho szalała na boisku i była wyraźnie wściekła.
Kiedy Harry przelatywał obok niej, miał mieszane uczucia. Postanowił się jednak na tym nie rozwodzić i zaczął robić kolejne okrążenie wokół boiska. Sprawiało mu to ogromną przyjemność, ale czekał na dreszczyk emocji, który pojawiał się w momencie pogoni za piłeczką.
Na szczęście nie musiał na to długo czekać, ponieważ znicz przeleciał mu nagle obok głowy. Nie czekając na kolejną okazję, gwałtownie zawrócił i pognał w jego stronę.
Nareszcie poczuł upragnione uderzenie wiatru i rosnące podekscytowanie, gdy odległość do znicza gwałtownie się zmniejszała. Wiedział, że zwycięstwo miał w kieszeni i nawet Cho nie stanowiła już żadnego zagrożenia, mimo że od jakiegoś czasu siedziała mu na ogonie.
Niedługo potem jego dłoń zacisnęła się na zniczu. Uniósł wysoko rękę i usłyszał gwizdek kończący mecz. Wówczas dobiegł go ryk radości kibiców, którzy dopingowali jego drużynę. W tym momencie zrozumiał, dlaczego w godle Gryffindoru był lew.
- Świetna robota! - krzyknął do drużyny, kiedy tylko wylądował na murawie.
Przez chwilę zawodnicy machali do widowni, a potem razem udali się do szatni. Chcieli jak najszybciej wrócić do zamku, dlatego od razu poszli pod prysznice. Tylko Harry nadal siedział na ławce i napawał się swoim pierwszym triumfem. Był spokojny, bo nikt nie mógł mu zarzucić, że nie nadawał się na kapitana drużyny Gryfonów, mimo że był to dopiero jego pierwszy mecz.
Kiedy z damskiej szatni wyłoniła się Katie, Harry zrzucił swój strój i w samych bokserkach poszedł do męskiej łazienki.  Gdy wszedł pod prysznic, z twarzy nie schodził mu uśmiech. Ogarnęła go prawdziwa euforia i nic nie mogło tego zmienić. Poza tym był z siebie cholernie dumny, bo ostatecznie mecz zakończył się wynikiem trzysta pięćdziesiąt do dziewięćdziesięciu.
Harry relaksował się kąpielą. Uważał, że stanowczo na nią zasłużył i była to jego nagroda. Jego błogi stan nie trwał jednak długo, bo nagle do pomieszczenia wtargnął Seamus.
- Ile ci się jeszcze zejdzie? Wszyscy już na ciebie... - Spojrzał na Harry'ego i zamilkł. Uważnie się mu przyglądał, korzystając z okazji, że ten cały czas był pod prysznicem.
- Mówiłeś coś? Przepraszam, ale przez wodę niczego nie słyszałem - powiedział Harry, gdy wyszedł z kabiny. Przyzwyczaił się do tego, że Mike nieustannie wchodził mu do łazienki, więc teraz nie przejmował się obecnością Seamusa i tym, że był nagi.
- Ja… eeee. - Seamus wyraźnie się zmieszał, jednak szybko się zrehabilitował. Musiał wziąć się w garść, bo obawiał się reakcji Harry'ego. - Miałem ci przekazać, że niedługo zacznie się impreza.
- Świetnie - odpowiedział Harry, nie zważając na to, że wzbudził u kolegi zainteresowanie. Owinął się ręcznikiem, po czym wyszedł z łazienki i podszedł do swojej szafki, słysząc, że Seamus podążył za nim.
Wiedząc, że chłopak był biseksualny, postanowił się z nim trochę podroczyć. Wyciągnął drugi ręcznik i zaczął się wycierać, nie przejmując się, że z każdą kolejną sekundą tkanina chroniąca go przed całkowitą nagością coraz bardziej zsuwała mu się z bioder.
- Coś jeszcze? - zapytał, odwracając się w stronę kolegi.
- Co? - Seamus zapatrzył się na ciało Harry'ego i początkowo nie usłyszał pytania. - Właściwie to już wychodziłem - dodał cicho.
- Jak chcesz - mruknął Harry i ponowie się odwrócił. Poszperał chwilę w szafce, po czym zdjął ręcznik. Uśmiechnął się, czując, że Seamus przyglądał się jego nagim pośladkom. Nie chciał jednak zbytnio przesadzać, więc po chwili założył bokserki.
Kiedy wrzucał ręcznik do kosza z brudnymi rzeczami, jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Seamusa. Przyłapany chłopak oblał się rumieńcem, po czym wyszedł z szatni. Harry zachichotał, ale ubrał się szybko i pobiegł za kolegą.

* * *

W wieży Gryffindoru trwała impreza. Mimo że drużyna Harry'ego wygrała dopiero pierwszy mecz, to wszyscy cieszyli się tak, jakby już zdobyli puchar. Euforia ogarnęła każdego, więc nawet Hermiona pozwoliła sobie na więcej luzu.
- Nie sądzicie, że trochę przesadzają? - spytała, przyglądając się różnym osobom z dezaprobatą.
- Daj spokój, ostatnio nie mają zbyt wielu okazji do świętowania - powiedział Harry.
- Wiem. - Wzięła łyk soku. - Tylko, że oni są pijani! - Harry zachichotał. - Wiesz co się stanie, jak McGonagall usłyszy cały ten raban i do nas zajrzy?
- Nic takiego się nie wydarzy - odpowiedział, po czym uśmiechnął się, bo spodziewał się podobnego pytania.
Z jednej strony rozumiał obawy Hermiony, bo to jej i Ronowi oberwałoby się najbardziej z racji tego, że byli prefektami. Niemniej jednak uważał, że przyjaciółka powinna trochę wyluzować i nie przejmować się ewentualnymi konsekwencjami. Gdyby trzeba było, to skłamałby, że próbowała ich powstrzymać, ale w pojedynkę nic nie mogła zrobić.
- Nie możesz być tego taki pewny.
- Mogę - powiedział tylko i również napił się soku. - Rozmawiałem z chłopakami i pytałem ich, czy zabezpieczyli nasz salon. Powiedzieli jakich zaklęć użyli, a ja dodałem jeszcze kilka innych - wyjaśnił, bo Hermiona nadal przewiercała go wzrokiem i czekała na jego odpowiedź.
- To dobrze. - Odetchnęła z ulgą. - Dziwię się, że sama na to nie wpadłam.
- Nie myśl o tym - wtrąciła się Ginny, rozkładając się wygodnie na fotelu.
W tym samym czasie podszedł do nich Mike, niosąc w ręku kilka butelek jakiegoś trunku.
- Masz - powiedział. Hermiona miała niepewną minę. - To tylko piwo kremowe - dodał i dopiero po tym zapewnieniu szatynka podziękowała i wzięła butelkę.
W ciszy delektowali się trunkiem, napawając się zwycięstwem Gryffindoru oraz swoją obecnością. Nagle usłyszeli czyjś krzyk, dobiegający z drugiej strony pokoju:
- Harry!
- Co?
- Chodź do nas!
- Zaraz wrócę. - Harry zwrócił się do przyjaciół. Wstał szybko, stawiając butelkę na stoliku, po czym poszedł do wołającej go osoby, którą okazał się Seamus.
- Co jest? - zapytał.
- Napij się z nami - powiedział chłopak, który ewidentnie był już wstawiony.
- Nie - odpowiedział, kręcąc głową. - Nie przepadam za alkoholem. - Skłamał, bo przypomniał sobie swoje postanowienie, że nie będzie pić. Miał zamiar się go trzymać, poza tym pamiętał, co ostatnio zrobił po alkoholu i wolałby nie powtórzyć czegoś takiego.
- Nie bądź taki! Mamy okazję do świętowania. I to dzięki tobie! - Seamus nie dawał za wygraną i cały czas próbował go przekonać. Nie był w tym odosobniony, bo towarzyszące mu osoby nieustannie kiwały głową. Był to znak, że zgadzały się z chłopakiem.
- No dobra. - Harry się złamał. - Ale tylko jedną kolejkę. - Usiadł przy ich stole i wziął szklankę z Ognistą Whisky. 
Jak zwykle bywało w takich sytuacjach, na jednej kolejce się nie skończyło. Godzinę później Harry był już mocno wstawiony. Wiedział o tym i z każdą opróżnioną butelką próbował przekonać o tym pozostałych.
Niestety jego towarzysze nie dawali sobie niczego przetłumaczyć i nieustannie napełniali mu szklankę. Nie chcąc wyjść na jakiegoś nudziarza, Harry z chęcią wypijał oferowany mu trunek. Nie myślał o konsekwencjach ani o tym, że złamał swoje przyrzeczenie. Wolał się skupiać na plusach, między innymi na tym, że jeszcze bardziej poprawił mu się humor. Poza tym dobrze dogadywał się z Seamusem i jego kolegami, więc nie chciał zmarnować dobrej okazji do tego, żeby podbudować relacje z innymi domownikami.
- Podkręćcie muzykę! - krzyknął nagle, zrywając się ze swojego miejsca. Kilka osób zachichotało, ale ktoś spełnił jego prośbę. Wówczas Harry opróżnił szklankę i odszedł od stołu. Zaczął tańczyć, o ile tak można było nazwać jego chwiejne ruchy.
Po kilkunastu sekundach dołączyło do niego kilka innych osób i po chwili już cała wolna przestrzeń zapełniła się tańczącymi nastolatkami. W końcu co to byłaby za impreza, gdyby nikt nie tańczył? 
Kiedy utwór dobiegł końca, grupa towarzysząca Harry'emu została na kolejną piosenkę i dopiero potem wróciła do stolika. Z trudem zajęli swoje miejsca i otworzyli następną butelkę.
- Mogę się dołączyć? - usłyszeli. Podeszła do nich jakaś nieznana im dziewczyna.
Harry spróbował się jej przyjrzeć, ale był na tyle pijany, że rozmazywał mu się obraz. Jedyną rzeczą, którą zarejestrował jego mózg, było to, że nieznajoma miała blond włosy i chyba niebieskie oczy.
- Jasne - odpowiedział Seamus. Próbował zachować się jak gentelman i odsunąć krzesło, ale stracił równowagę i w konsekwencji tylko je przewrócił.
- Dzięki, poradzę sobie. - Gdy podnosiła krzesło, zachichotała pod nosem. - Co pijecie? - zapytała, gdy tylko zajęła swoje miejsce.
- Ognistą, a co innego? - odpowiedział Harry.
- Naprawdę? - Uśmiechnęła się. - A ile już wypiliście?
- Kto by to liczył, co nie? - mruknął Seamus.
- Trochę tego było - wymamrotał Harry i zajrzał pod stół. - Ja pierdzielę! Seamus, opróżniliśmy już trzy butelki! - Rozległ się głośny trzask. - Nie będę mógł jutro normalnie funkcjonować - dodał, wynurzając się spod stołu i trzymając się za głowę.
- Niemożliwe - odpowiedział piaskowowłosy chłopak, niebezpiecznie chwiejąc się na krześle.
- Na twoim miejscu już bym sobie odpuściła. - Blondynka się zaśmiała. Dźwięk ten był niezwykle przyjemny dla ucha.
- Tak, Seamus, ona ma rację - zgodził się Harry, również się śmiejąc. Nie mógł się powstrzymać, bo jego kolega był już w opłakanym stanie i tak zabawnie wyglądał. - A tak w ogóle, to my chyba się nie znamy? - Ponownie odwrócił się do dziewczyny.
- Oliwia.
- Harry.
- Skoro pierwsze trudności mamy za sobą, to może mi polejesz? - zapytała z wesołym błyskiem w oczach.
- Nie ma sprawy. - Sięgnął po butelkę. - Ale nie ponoszę odpowiedzialności za to, co się później stanie.
- Zaryzykuję.

* * *

- Nie wierzę, oni zaraz rozniosą ten pokój - stwierdziła Hermiona, z przerażeniem rozglądając się po salonie. Miała trochę racji i jej obawy były uzasadnione.
Większość Gryfonów upiła się do tego stopnia, że w ogóle nie kontrolowała tego, co robiła. Niektórzy tańczyli na kanapach i stołach, głośno śpiewając piosenki. Inni leżeli w dziwnych pozach, wyglądając na bliskich utraty przytomności. Jakieś osoby, zapewne ich przyjaciele, stały nad nimi i próbowały doprowadzić je do porządku. Jeszcze inni wybierali się na spacer po zamku i nie docierały do nich ostrzeżenia, że mogą zostać złapani. Zachowywali się naprawdę głupio, bo prosili się o szlabany i utratę punktów. O ile nie na coś gorszego, skoro byli w takim stanie.
- Nie przejmuj się i też się zabaw - odezwała się Ginny. Sama już dawno sięgnęła po alkohol, więc była pijana i nie kontrolowała wypowiadanych przez siebie słów. - Jesteś drętwa.
- Nie jestem drętwa! - oburzyła się. - A ty jesteś pijana!
- Nie przesadzaj, wypiłam może dwie szklanki - zachichotała Ginny, bujając się w rytm muzyki. W pewnym momencie wykonała gwałtowny ruch, zachwiała się niebezpiecznie i prawie spadła na podłogę.
- Chyba garnki - mruknęła Hermiona, patrząc na przyjaciółkę z dezaprobatą. Naprawdę nie rozumiała, jak dziewczyna mogła doprowadzić się do takiego stanu. Zwłaszcza, że ostatnią imprezę ciężko odchorowała i zapowiadało się, że jutro wcale nie będzie lepiej.
- Hermiono, Ginny ma rację. Daj im nacieszyć się zwycięstwem - wtrącił się Mike.
- Ależ ja im niczego nie bronię. Po prostu chciałabym, żeby wykazali się większym rozsądkiem - odpowiedziała, wskazując ręką osoby, które miała na myśli.
- Są już w takim wieku, że na pewno liczą się z konsekwencjami. - Uśmiechnął się.
- Sądząc po ich zachowaniu, szczerze w to wątpię - Rozejrzała się po pokoju. - Jak można być tak bezwstydnym? - spytała nagle, przyglądając się jakiejś dziewczynie.
Z niewiadomego powodu Ginny wybuchnęła głośnym śmiechem. Ponownie się zachwiała i tym razem spadła na podłogę. Na szczęście nic jej się nie stało. Wręcz przeciwnie, zdarzenie to spowodowało, że roześmiała się jeszcze bardziej.
Kiedy trochę się uspokoiła, rozsiadła się wygodnie na podłodze, plecami opierając się o fotel.
- Ty już się lepiej nie ruszaj - warknęła Hermiona. - Alkohol to najgorszy wróg człowieka.
- Wszystko jest dla ludzi - spierała się rudowłosa.
- Tak, ale w umiarkowanych ilościach. A nie wchłaniany litrami. Spójrz na nich. - Popatrzyła na jakąś tańczącą parę. - Jeszcze chwila i zaczną tu uprawiać seks. - Wzdrygnęła się na samą myśli.
Ginny i Mike zaśmiali się głośno.
- No proszę… - zaczął chłopak.
- Nie wiem, dlaczego pozwalam na to wszystko. - Pokręciła głową. - A tak w ogóle, to gdzie Harry? Miał zaraz wrócić.
- Dobrze się bawi - mruknęła Ginny, przyglądając się jakiejś parze.
- Tak. - Na chwilę zamilkła. - Na szczęście on ma trochę oleju w głowie i na pewno się kontroluje.
- Tak myślisz? - zapytała, krztusząc się ze śmiechu.
- Oczywiście.
- To spójrz tam! - Ginny uniosła dłoń i pokazała coś palcem.
Hermiona odwróciła się we wskazanym kierunku i jedyne co zobaczyła, to obściskującą się parę. Nie znała blondynki, więc raczej jej chłopak też nie był żadnym z jej bliskich znajomych.
- A co to ma wspólnego z Harrym? - zapytała, niczego nie rozumiejąc.
 Nie musiała jednak czekać na odpowiedź, bo w tym czasie tajemnicza dziewczyna odchyliła głowę, odsłaniając twarz swojego chłopaka. Widok ten sprawił, że Hermiona głośno wciągnęła powietrze.
- To niemożliwe!
- Dlaczego nie? - zapytała Ginny, wyglądając przy tym na naprawdę zdziwioną. - W końcu Harry ma ciekawą osobowość, a do tego jest bardzo przystojny.
- Nie o to mi chodziło - mruknęła Hermiona. - Miałam na myśli jego zachowanie. Spójrz na niego! Przecież to nie w jego stylu! - Pokręciła głową, bo nadal nie mogła uwierzyć w rzeczy, które widziała. - Przecież on jej nie zna!
- To co?
- Nie wierzę, że to mówię, ale nalejcie mi czegoś mocniejszego. Czuję, że jeżeli tego nie zrobię, to zwariuję.
Mike spełnił prośbę przyjaciółki i podał jej Ognistą Whisky. Hermiona podziękowała i natychmiast wzięła się za opróżnienie szklanki. To, co działo się na tej imprezie, przechodziło jej najśmielsze oczekiwania.

* * *

Harry już dawno stracił kontakt z rzeczywistością. Nie pamiętał początku imprezy, ani tego, kto siedział mu na kolanach. Nie przejmował się tym, bo alkohol odebrał mu zdolność racjonalnego myślenia. Nie przeszkadzał mu też fakt, że jakaś blondynka namiętnie go całowała, mimo że nawet nie pamiętał jej imienia.
- Czuję, że ci się podoba - mruknęła Oliwia, zerkając na jego krocze.
- I to cię dziwi? - zapytał bezwstydnie, równocześnie myśląc: Co ja wygaduję?
- Nie. - Uśmiechnęła się. - Myślę, że możemy nawet coś na to poradzić.
- Masz jakiś pomysł? - spytał i przyciągnął ją do kolejnego całusa.
Ponownie zatracili się w doznaniach niezwykle namiętnego pocałunku.
- Nawet kilka. - Zaśmiała się, kiedy tylko oderwała się od jego ust. - Może pokażesz mi swój pokój?
- Z największa przyjemnością - odpowiedział, po czym złapał ją za rękę i zaprowadził na górę.

* * *

- Niedobrze mi - mruknęła Hermiona, zsuwając się z kanapy na podłogę.
- Jesteś nieprzyzwyczajona - wymamrotała Ginny, chwiejąc się na wszystkie strony.
- I to ma mi w czymś pomóc? - zapytała załamana. - W co ja się wpakowałam? - Złapała się za głowę.
Ginny odwróciła się w kierunku przyjaciółki. Chciała położyć jej dłoń na ramieniu i w ten sposób ją pocieszyć, ale kiedy strąciła ze stolika szklankę, zrezygnowała z tego pomysłu.
- Przestań się dołować. - Z niewiadomego powodu pomachała głową. - W końcu się wyluzowałaś.
Hermiona nie odpowiedziała, tylko oparła czoło o swoje kolana. Liczyła, że to pomoże opanować jej mdłości.
- Może przejdziemy się na spacer? To ci powinno pomóc - zasugerował Mike. Wiedział, że nie był to najlepszy pomysł, ale Hermiona wyglądała, jakby zaraz miała wyzionąć ducha.
- Chętnie - odpowiedziała, powoli unosząc głowę. Naprawdę musiała się źle czuć, bo wyglądała koszmarnie. - Tylko nie wiem, czy sama dojdę.
- Bez żadnego fizycznego kontaktu? - zarechotała Ginny. - Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
Hermiona odwróciła się w stronę przyjaciółki. Chciała posłać jej groźne spojrzenie, ale gwałtowny ruch wywołał u niej kolejne mdłości, więc się powstrzymała.
- Jesteś okropna! - powiedziała tylko.
- Myślę, że da się to załatwić - powiedział Mike, nie zwracając uwagi na spór pomiędzy dziewczynami. - Poczekaj, tylko skoczę po płaszcze - dodał i pobiegł na górę.
Chwilę później dotarł pod pokój. Gdy przekroczył próg sypialni, zatrzymał się gwałtownie, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Harry leżał na łóżku, z rozpiętymi spodniami i gołym torsem. Na jego nogach siedziała jakaś blondynka. Ona również nie miała bluzki, ale na szczęście nie pozbyła się jeszcze stanika.
 Mike początkowo nie wiedział, jak powinien zareagować. W końcu uznał, że najlepszym wyjściem będzie opuszczenie pokoju. Nie chciał widzieć niczego więcej, ani tym bardziej przeszkadzać przyjacielowi.
Niestety, wycofując się z pomieszczenia, potknął się o krzesło i je przewrócił. Rozległ się głośny dźwięk, który spowodował, że para przeniosła na niego spojrzenie.
- Mike? Co ty tu robisz? - zapytał Harry. Wyglądał na zaskoczonego, ale na pewno nie na zawstydzonego.
- Jakbyś nie wiedział, to mieszkam - odpowiedział, na co Harry uśmiechnął się kpiąco. - Przyszedłem po płaszcz - wytłumaczył się.
Oliwia próbowała zasłonić bluzką swoją połowiczną nagość. Mimo że była pijana, to nie czuła się w tej sytuacji komfortowo.
- Dobra, ja idę, a wy sobie nie przeszkadzajcie - stwierdził Mike. Wziął to, co chciał i opuścił pokój z uśmiechem na ustach.
- To było trochę… krępujące - mruknęła Oliwia, kiedy niespodziewany gość zamknął za sobą drzwi.
- Ale nie zaskakujące. - Harry westchnął. - W końcu dzielę z nim pokój.
Przez chwilę trwali w bezruchu, nie odzywając się do siebie ani słowem.
- Myślę, że najlepszym sposobem na to, co się stało, będzie jak najszybsze zapomnienie o wszystkim. - Oliwia uśmiechnęła się szeroko. - Na czym skończyliśmy? - spytała, po czym nachyliła się do kolejnego pocałunku.
Harry początkowo odwzajemnił pieszczotę, lecz po chwili lekko odepchnął dziewczynę.
- Poczekaj...
- Co się stało? - szepnęła Oliwia, wtulając się w jego szyję.
- Myślę, że powinniśmy przestać.
- Co? - Zerwała się do pionu. - Zrobiłam coś nie tak? - zapytała niepewnie. Harry spojrzał na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.
- Nie, tu nie chodzi o ciebie…
- Więc o co?
- Nie uważasz, że nie powinniśmy się tak spieszyć?
- A co w tym złego? Przecież nie jesteśmy razem.
- No właśnie. Słuchaj - zaczął, ściągając dziewczynę ze swoich kolan. - Przepraszam, że swoim zachowaniem pokazałem, że mam ochotę się z tobą przespać. Nie mam wpływu na to, jak moje ciało reaguje. I chociaż jestem... eee... podniecony, to nie mogę tego zrobić. Powiem więcej, w ogóle nie chcę tego zrobić.
- Nie podobam ci się? - Oliwia wyglądała na obrażoną i zaskoczoną.
- Nie o to chodzi. - Pokręcił głową. - Jesteś ładna, nawet bardzo, ale zrozum… W ogóle się nie znamy, kojarzę cię tylko z widzenia, a już lądujemy w łóżku. Mi nie zależy tylko na seksie.
Oliwia długo patrzyła mu w oczy. Nagle zerwała się gwałtownie z łóżka i założyła bluzkę.
- Jak chcesz, ale kiedy zmienisz zdanie, może być już za późno - warknęła. Posłała mu wściekłe spojrzenie, po czym wyszła z pokoju, głośno trzaskając drzwiami. Harry opadł na łóżko i głośno wciągnął powietrze. Co ja robię? - pomyślał.
Poleżał jeszcze chwilę, a potem również opuścił pokój.

* * *

Kiedy Harry wszedł do pokoju wspólnego, w tłumie zaczął szukać swoich przyjaciół. Dopiero po chwili dostrzegł ich przy stoliku znajdującym się najbliżej kominka. Od razu ruszył w ich stronę, przeciskając się pomiędzy pijanymi domownikami.
Mimo że sam nie wyglądał najlepiej i również przesadził z alkoholem, to z niedowierzaniem rozglądał się po otoczeniu. Był w głębokim szoku, bo naprawdę wiele osób wyglądało koszmarnie. Jeszcze chyba nigdy tak wielu Gryfonów nie doprowadziło się do tak złego stanu.
Zaczął się nawet zastanawiać, czy kiedyś nie było lepiej. W końcu dawniej organizowali tylko jakieś przekąski i piwo kremowe. Włączali głośną muzykę i w spokoju tańczyli, a czasami śpiewali. A teraz?
Pierwszy raz zorganizowali imprezę z ogromną ilością alkoholu i jak to się skończyło? Większość Gryfonów leżała w najróżniejszych i często dziwnych miejscach i smacznie sobie spała. Niektórzy bezwstydnie obściskiwali się w kątach, nie przejmując się otoczeniem. Jakaś brunetka prowadziła na górę inną dziewczynę, która zwymiotowała na swoją bluzkę. Poza tym po całym pokoju walały się sterty śmieci, a także odłamki jakichś rozbitych przedmiotów.   
- Szybki jesteś! - Mike zaśmiał się głośno, kiedy dostrzegł nadchodzącego przyjaciela. Harry bez słowa rzucił się na fotel i położył nogi na stole.
- Daj spokój - mruknął. Liczył, że tymi dwoma słowami zakończył temat. - A ty nie miałeś gdzieś iść?
- Owszem. - Pokiwał głową. - Tylko moja towarzyszka odpłynęła.
Harry uniósł pytająco brwi.
- Hermiona.
- Co? - zapytał i dopiero teraz spojrzał na szatynkę, zajmującą sąsiedni fotel. - Co jej zrobiliście? - zaśmiał się, nie mogąc uwierzyć w to, jak przyjaciółka wyglądała.
- Czemu od razu sugerujesz, że to ma coś wspólnego z nami? - Mike udał obrażonego.
- Znam Hermionę od pięciu lat i nigdy nie zdarzyło jej się odlecieć. Poza tym Ginny też nie wygląda za dobrze. - Przeniósł spojrzenie na rudowłosą dziewczynę, która, nieświadoma niczego, drzemała w fotelu.
- Upiły się - odpowiedział niewinnie Mike.
- Hermiona? Sama? - Na chwilę zamilkł. - Zresztą, co ja mówię, wszyscy stanowczo przesadziliśmy, więc nie wiem, dlaczego jestem tak zdziwiony.
- Nie myślisz racjonalnie? - podsunął.
- Raczej tak. - Westchnął i przeciągnął się w fotelu, aż coś strzyknęło mu w kościach. - Wiesz co, może odstawmy je do sypialni i też położymy się spać?
- Dobry pomysł.
Obaj wyciągnęli swoje różdżki i skierowali je na dziewczyny.
- Mobilicorpus! - powiedzieli równocześnie.
Hermiona i Ginny, nieświadome niczego, uniosły się w powietrze. Harry trzymał różdżkę pewnie, mimo że był pijany i ledwo stał na nogach. Wiedział, że jeżeli nie będzie się pilnował, to może zrobić przyjaciółkom krzywdę.
Kilka minut później udało im się ulokować dziewczyny w ich sypialniach. Nie było to proste, ale wszystko skończyło się dobrze i obyło się bez większych problemów. Jedyną trudność sprawiło manewrowanie przyjaciółkami pomiędzy niedobitkami domowników, którzy nadal bawili się w pokoju wspólnym.
Gdy dziewczyny spały już spokojnie w swoich pokojach, Harry i Mike spróbowali zakończyć imprezę w pokoju wspólnym. Pijany tłum nie chciał ich jednak słuchać, więc dali sobie spokój i sami również udali się do sypialni.
- Jestem padnięty! - westchnął Harry i rzucił się na łóżko. W tym czasie Mike zamknął drzwi, a potem oparł się o futrynę.
- Jeszcze niedawno byłeś pełen energii.
- Byłem pijany - odpowiedział. - Zresztą nadal jestem, choć może trochę mniej niż wcześniej. W tej chwili to nie istotne, bo chciałbym ci podziękować.
- Podziękować? - Mike zamrugał zaskoczony. - Za co?
- Za uratowanie mi tyłka. - Uśmiechnął się. - Gdyby nie ty, to pewnie przespałbym się z Oliwią.
- A nie chciałeś?
- Nie. - Pokręcił głową. Blondyn spojrzał na niego powątpiewająco. - Początkowo chciałem, ale przez Ognistą nie wiedziałem, co robię. - Mike nadal nie zmienił swojej mimiki. - Nie patrz tak na mnie! Zdaję sobie sprawę, że alkohol to żadna wymówka.
- Okej. - Odpuścił i nieznacznie się uśmiechnął. - Idąc twoim tokiem myślenia, rozumiem, że zacząłeś się kontrolować?
- Tak, ale dopiero twoje brutalne wtargnięcie uświadomiło mi, jaką głupotę robię - powiedział poważnie. - Mike, przecież ja jej nawet nie znam! I miałbym z nią uprawiać seks? Merlinie, broń!
- A może by ci się podobało?
Chociaż Harry domyślał się, że przyjaciel tylko żartował, to nie spodobało mu się to pytanie.
- Posłuchaj, to, że jestem facetem i czasami myślę inną częścią ciała, to nie znaczy…
- Spokojnie, to tylko żart! - przerwał mu Mike.
- Próbuję z tobą na poważnie porozmawiać, a ty robisz sobie żarty? - Przybrał groźną minę. - Co z ciebie za przyjaciel? - W tym momencie nie wytrzymał i zaczął się śmiać, bo Mike wyglądał na zagubionego i chyba nie potrafił rozpoznać jego humoru.
- Wybacz, ale nie chcę słuchać o twoich łóżkowych podbojach.
- Jakich podbojach? - zapytał zdziwiony. - Przecież wiesz, że jestem prawiczkiem.
- Ha! - krzyknął Mike i uśmiechnął się triumfująco. - To dlatego spanikowałeś?
- Ta, jasne. Tak sobie tłumacz - mruknął Harry, kręcąc przy tym głową. Wstał z łóżka i zaczął rozbierać się do snu.
- A nie? Powiedz, nie wiedziałbyś...
- Daj już spokój! - przerwał mu Harry. - No, chyba że chcesz, żeby zrobiło się niemiło.
- Zależy, co masz na myśli? - Brunet milczał. - Bo patrząc na to, co robisz, to mam wrażenie, że w twoich słowach kryła się jakaś niemoralna propozycja.
- Oczywiście.
- Dobra, idę do łazienki. - Zatrzymał się w pół kroku. - Ale jak chcesz, to możesz do mnie dołączyć.
Harry przewrócił oczami.
- Dzięki, ale nie skorzystam. Wystarczy, że Seamus miał ochotę na więcej.
- Co? - Mike wrócił do przyjaciela. Tym razem wyglądał na naprawdę zainteresowanego. - Czego mi nie powiedziałeś?
- Kiedy byłem w szatni, przyszedł mi powiedzieć, że niedługo będzie impreza i...
- Nie kończ! - zaśmiał się Mike. - Nie chcę wiedzieć, co się później działo, chociaż, sądząc po twojej minie, sam sobie byłeś winny...
Harry delikatnie się zarumienił, bo przyjaciel trafił w sedno.
- No nie, nie wierzę! Naprawdę? - Wybuchnął głośnym śmiechem. - Teraz to dopiero mnie zainteresowałeś.
- To nie tak, jak myślisz!
- Nie wiesz, co myślę. - Mike usiadł na łóżku. - Niech zgadnę, podpuszczałeś go i latałeś z gołym tyłkiem?
W tej chwili Harry był już purpurowy, ale milczał, chcąc wybrnąć z twarzą z tej sytuacji.
- I co dalej? - dopytywał się blondyn.
- Nic! - Mike uniósł brwi. Nie mógł odpuścić sobie tej sytuacji. W końcu drażnienie się z Harrym było jego ulubionym zajęciem. - Okej, specjalnie się przed nim rozebrałem, bo wiem, że on nie zwraca uwagi na płeć. Wiem, że to nie było w porządku! Ale na Merlina, nie sądzisz, że mógłbym posunąć się dalej? 
- No nie wiem. - Mike próbował zachować kamienną twarz, ale bezradność na twarzy przyjaciela była na tyle zabawna, że nie mógł się dłużej powstrzymać i wybuchnął głośnym śmiechem.
- Świnia! - warknął Harry i uderzył blondyna swoją koszulką. - Idź ty już lepiej do tej cholernej łazienki!
- Spokojnie, już idę. - Podniósł się. - Nie gorączkuj się tak! - dodał.
Niedługo potem Mike brał już prysznic. Harry w tym czasie leżał na łóżku, wpatrując się w baldachim. Zmęczenie po meczu i intensywnej imprezie dało mu się w końcu we znaki i w konsekwencji odpłynął w krainę słodkich snów.

~ ~ ~ ~

W pierwszej kolejności chciałbym podziękować mojej wspaniałej becie. Seya, jestem wdzięczny za sprawdzenie tego rozdziału. :) Dziękuję również za komentarze, które znalazły się pod ostatnim postem. :)
Na koniec chciałbym powiedzieć, że w zakładce "Bohaterowie" pojawiły się dwie nowe karty: z Dianą oraz Oliwią (mimo że jest tylko postacią epizodyczną). Zachęcam do ich obejrzenia. :D 

30 komentarzy:

  1. Dopiero co przeczytałam twoje opowiadanie i muszę przyznać, że jest całkiem dobre^^ Mam tylko pytanie odnośnie palenia papierosów przez Harry'ego. Z treści wynikało, że pali aby się uspokoić, a potem nagle nie pali w ogóle, tylko bierze kąpiel... Zgubiłam się. I ostatnie pytanie - zemści się w końcu na Ronie? Zabawne są te podteksty homoseksualne w tekście^^ Życzę duuużoo weny ;) To zawsze się przydaje^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że podoba Ci się moje opowiadanie. :D
      Nie chciałem i raczej nie zrobię z Harry'ego nałogowca, który pali zawsze, jeżeli musi się uspokoić. Poza tym w Hogwarcie ma gorszy dostęp do papierosów, więc uznajmy, że je oszczędza. Czasami jednak nie będzie się mógł oprzeć i zapali.
      Spokojnie, w odpowiednim czasie zemści się na Ronie. :)
      Wena na pewno się przyda, dzięki.:)

      Usuń
  2. To było ciekawe i takie odświeżające dla ich przyjaźni. Podobała mi się ta sytuacja w sypialni. Ich rozmowa.
    Aj Hermiono wybrałaś sobie moment.
    Oż kurczaczek i jeszcze Ron. Ten to wie kiedy się przypałętać.
    Mecz i wygrana. Gratuluję zwycięstwa. :)
    Harry - nie drażnij ludzi. Najpierw Cho, a potem Seamus. Wredna bestia z niego wychodzi.
    Oliwia, co przyniesie ta postać?
    Hermiona się spila. Harry się trochę gubi, prawda?
    Znalazłam inny sposób na komentarze. Pisze co myślę w trakcie czytania. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza :)
    Podobał mi się ten rozdział. Powodzenia przy dalszym pisaniu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie przeszkadza mi taki sposób komentowania. :D Jest inny, ale ciekawy. :D
      Jak napisałem na końcu notki, Oliwia jest tylko postacią epizodyczną. Na chwilę obecną nie mam co do niej żadnych planów i nie przewiduję, że jeszcze pojawi się w opowiadaniu. Na razie była mi potrzeba tylko do tego, żeby pokazać, jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą przesadzenie z alkoholem. :)
      Myślę, że każdy nastolatek ma takie chwile, że czuje się zagubiony. Jeśli jest się Harrym, to takich momentów jest więcej, bo wtedy ma się na swoich barkach ogromny ciężar. :))

      Usuń
  3. Rozdział naprawdę świetny bardzo podobała mi się ich rozmowa. Choć skutki niekoniecznie ;) ale i tak było śmiesznie jak McGonagall dała szlaban Ronowi a ten się jeszcze z nią spierał. Droczenie się Harry'ego pokazuje jego zmienny charakter moim zdaniem jest to bardzo ciekawe. Czekam na następny rozdział!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ron rzadko kiedy myśli, więc takich momentów może być więcej.:)) Swoją drogą, jakie życie potrafi być przewrotne, skoro jedno, niewinne niedomówienie może spowodować tyle problemów.

      Usuń
  4. Wczoraj przeczytane i przydałoby się wreszcie skomentować tą perełkę :)
    Sytuacja z Seamusem kompletnie zbiła mnie z nóg. Aż się kurde czasami zastanawiam, czy nie zrobisz jakiegoś wątku, ze Harry jest gejem, czy coś... Uwielbiam tego Twojego Pottera :D
    Niezła imprezka xd. Oliwia, zastanawiam się co z nią. Skoro u Ciebie wszystko ma jakieś znaczenie, więc i ona pewnie też.
    Chyba tyle :)
    Pozdrawiam, życzę weny, a przy okazji zapraszam na rozdział do mnie :)
    Ruciakowa/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie lubię się ograniczać i palić ze sobą mostów. Sam nie wiem, co się jeszcze wydarzy, bo w głowie mam tysiące pomysłów. Może pojawi się wątek homoseksualny, a może nie. :D
      Może Cię zadziwię, ale Oliwia nie jest i raczej nie będzie znaczącą postacią. Jak napisałem w odpowiedzi na jeden z powyższych komentarzy, była mi potrzebna do pokazania jednej rzeczy. Jednakże zgodnie z tym, co napisałem parę zdań wyżej, nie wykluczam, że pojawi się w drugim tomie.:))

      Usuń
  5. No już jestem! Przepraszam za spóźnienie :)
    Co do rozdziału- jak zwykle świetny! ;D Znowu kocham Hermionę w Twoim opowiadaniu. Hahahhahahahha znowu będzie kacyk :D
    Niedobry Harry. Hahahahhahahahahhaha jak on potrafi drażnić. Dobrze, że Seamus się na niego nie rzucił :D
    Hermiona genialna :D Świetny moment sobie wybrała. W tamtym momencie chichotałam jak Lavender na widok Rona :D
    Mike i Harry są takimi świetnymi przyjaciółmi. Bardzo polubiłam Mike'a, ma bardzo ciekawą osobowość. Oby jak najwięcej jego. No i Hermiony. No i Ginny. No i oczywiście genialnego Harry'ego :D
    Świetna imprezka! Czy Oliwia jest w Gryffindorze? Trochę mnie zirytowała, ale mam nadzieję, że się jeszcze pojawi :)
    Świetny rozdział, czekam na więcej i pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie spóźnienie? :D Cieszę się, że przynajmniej Ty dostrzegłaś w Hermionie to "coś" i nie uważasz, że jest zbyt irytująca. xd Będzie kacyk i to nie po raz ostatni. :D
      Tak, Oliwa jest w Gryffindorze. Może kiedyś się pojawi, choć na razie tego nie planuję. Jak napisałem pod koniec notki, jest postacią epizodyczną.
      Również pozdrawiam. :D

      Usuń
  6. Ekhem. Przyszłam z nadzieją, że uda mi się zrewanżować jakimś sensownym komentarzem, ale sądząc po stanie, w jakim się znajduję po przeczytaniu - może być to dość trudne... :D Miałam komentować dopiero po przeczytaniu całości, ale trochę się jeszcze zejdzie, więc jestem już teraz.

    Pierwszy dialog Harry'ego i Mike'a przebiegał i zakończył się w taki sposób, że jedyne co przyszło mi do głowy to to, że tą "kandydatką" będzie właśnie Harry. Wolałabym go w parze z kimś innym, no ale co się będę wtrącać. Trzeba jednak przyznać, że rzeczywiście trochę dziwnie było. Czy Ty proponujesz swojemu przyjacielowi, żeby się położył obok w łóżku zamiast dać mu po prostu koc, albo dwa? No ja tego nie robię i chyba bym nie zrobiła. Dość dziwnie mi było, gdy musiałam spać w łóżku z koleżanką (ale może to kwestia zażyłości :D), więc raczej bardziej naturalne wydaje mi się w tym wypadku rzucenie zaklęcia rozgrzewającego no i ten koc, niż dzielenie się łóżkiem, ale myślę, że warto było - dla tej burzy, która się później rozpętała <3 :D

    TAK! Wiedziałam, po prostu wie-dzia-łam, że Hermiona tam pójdzie do tego dormitorium, i że ich razem zobaczy. Taka sytuacja aż błagała o to, żeby ktoś był jej świadkiem :D

    Podoba mi się taki Harry, jakiego stworzyłeś. Z jednej strony ma temperament i odwagę potrzebną do tego, żeby przyłożyć takiemu Ronowi różdżkę do gardła, a z drugiej strony umie nad sobą zapanować na tyle, żeby nie skończyło się w kostnicy. Hermiona rzeczywiście irytująca, ale to pewnie przez to, że przyzwyczaiła się już do tego, że wie wszystko najlepiej. Lubię ją, ale czasem tak bardzo mam ochotę posłuchać, jak ktoś na nią wrzeszczy, żeby przestała, że aż mnie nosi. :D

    Och... Harry używający ślizgońskich zagrywek w stosunku do Cho?! Jestm w szoku.
    I dla Seamusa też był taki niedobry! Takie świadome uwodzenie od razu kojarzy mi się z Draco (czyżby Harry miał nauczyciela? <3) Może coś jest w tym, że Harry nadawałby się do Slytherinu... :D

    Och, jak ja nienawidzę namawiania do picia. Szlag mnie po prostu trafia, zwłaszcza wtedy, gdy cała banda nie daje żyć jednej osobie i nie rozumie, że to nie jest fajne. Wszystkich takich bym wysłała do AA natychmiast! Uch, pijackie imprezy są okropne. I wybitnie smuci mnie to, że nawet ktoś taki jak Hermiona musiał się napić, bo inaczej nie dałby rady wytrzymać. Oto do czego zmuszają pijackie imprezy, od których nie można uciec! Mam nadzieję, że ześlesz na nich wszystkich takiego morderczego kaca oraz przypadkowy zanik wody, że im się odechce raz na zawsze!

    Ech, ja naprawdę nie lubię nastolatków... :D Dobrze, że Harry z tą Oliwią jednak oprzytomniał, bo by mocno stracił w moich oczach. A tak to się wybronił :D

    Mike też mi się podoba. Trafia w sedno i jest jednocześnie bezpośredni i względnie taktowny. Dialogi między nim i Harrym są świetne!

    Ech. Fajnie się czytało. Wciągający styl, niebanalne zdania, i humor, który udało się włożyć w usta bohaterom. Umieram z zazdrości... :)

    Pozdrawiam,
    hg-ss-we-snie.blogspot.com


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim odpowiem na komentarz, to mam pytanie: Czy Ty w ogóle chodzisz spać? :D

      Jeśli nadal myślisz, że Harry będzie tą kandydatką, to możesz być spokojna, bo na pewno nią nie będzie. :D Powiem tak, gdybym w momencie pisania nie miał już w głowie zaplanowanych kolejnych scen, to prawdopodobnie Harry zareagowałby właśnie w ten sposób i po prostu wyczarowałby drugi koc lub posłużył się odpowiednim zaklęciem. :D Zresztą masz rację, trzeba wziąć pod uwagę kwestię ich zażyłości i fakt, że oni spali już w jednym łóżku. xd

      Nie, nie proponuję czegoś takiego, ale zdarzyło mi spać z innym chłopakiem w jednym łóżku, więc takie zachowanie nie jest mi obce. I w zasadzie nigdy nie patrzyłem na to pod względem... hmm... powiedzmy "poprawności".

      Trafnie oceniłaś moich bohaterów, więc nie za bardzo wiem, czy mógłbym coś jeszcze od siebie dodać. :) Cieszę się, że podoba Ci się Mike, że polubiłaś mojego Harry'ego i rozumiesz, dlaczego Hermiona bywa irytująca. :D

      Też nie lubię, jeśli ktoś kogoś do czegoś namawia. Niestety takie zachowania są na porządku dziennym, dlatego postanowiłem wykorzystać to w swoim opowiadaniu. Poza tym chciałem pokazać, jak otoczenie może na kogoś wpłynąć. Weźmy taką Hermionę – zazwyczaj jest całkiem poukładaną nastolatką, a teraz sięgnęła po alkohol, choć wcale nie miała takiej potrzeby.

      W ogóle staram się pisać tylko o tym, co ma jakieś znaczenie – albo dla samej historii, albo ze względu na przesłanie (mam nadzieję, że mi to wychodzi xd). Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że nawet nieistotne szczegóły mają kolosalny wpływ na nasze życie. Gdyby Mike nie wszedł do pokoju, to Harry prawdopodobnie przespałby się z Oliwią. Następnego dnia zapewne by tego żałował i byłby na siebie zły, że zrobił coś, czego normalnie nigdy by nie zrobił.

      Zresztą moim zdaniem ciekawy jest sam fakt, że losy jednego człowieka tak naprawdę są powiązane z losem innych ludzi i często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Najlepszym przykładem jest właśnie impreza w wieży Gryffindoru. Gdyby wszyscy zachowali względny umiar w piciu, to Hermiona nie sięgnęłaby po alkohol. Gdyby się nie napiła, to nie czułaby się źle. Gdyby nie miała mdłości, to Mike nie zaproponowałby spaceru, nie wszedłby do pokoju i nie przerwał zbliżenia Harry'ego i Oliwi. Oczywiście działa to także w drugą stronę: Gdyby Gryfoni nie przesadzili z alkoholem, to Harry byłby trzeźwy. A gdyby był trzeźwy, to nigdy nie znalazłby się w pokoju z nieznaną dziewczyną. Nie wiem, czy ktoś jeszcze zwraca uwagę na takie szczegóły, ale uważam, że czasami warto dogłębniej przeanalizować jakiś tekst lub czyjeś zachowanie. :D

      Dzięki za komentarz. Pozdrawiam! :D

      Usuń
    2. Nie, nie chodzę spać :D Nie mam na to czasu, bo uczę się, pracuję, a odkąd piszę opowiadanie to również co kwadrans klikam "odśwież" w zarządzaniu blogiem, żeby sprawdzić czy może przypadkiem zwiększyła się liczba odsłon lub komentarzy :D

      Mówiąc o spaniu nie miałam na myśli poprawności, tylko komfort psychiczny, no ale jak wspominałam - to pewnie zależy od zażyłości. Nie jestem pewna czy z koleżankami jest inaczej niż z przyjaciółkami, bo nie mam przyjaciółek, żeby to na nich przetestować, ale może kiedyś... :D <3

      Poza tym jeszcze spanie to spanie, a leżenie razem pod kocykiem nocą i rozmawianie to trochę co innego. Bardziej intymne moim zdaniem.
      Zdarzało się na obozach spać z obcymi ludźmi, bo nie było innej możliwości, ale to raczej z przymusu a nie z chęci bliskości :D

      No wiem, wiem. Wszystko musi mieć znaczenie i sens, ale czytanie o sponiewieranych małolatach mnie odrzuca i jednocześnie wpienia jak mało co. Mam ochotę od razu tam wejść i ich wszystkich wystawić na mróz, żeby otrzeźwieli, a później włożyć do kociołka Severusa, żeby szare komórki zaczęły im się ruszać, zderzać ze sobą i pracować, no! :D
      Bardzo liczę na kaca-mordercę i awarię wodociągów, różdżek i wszystkiego, skąd można wziąć mokrą wodę :D

      Związki przyczynowo-skutkowe są fajne. Lubię, gdy w opowiadaniach widać takie rzeczy. Najbardziej lubię, gdy są pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia dziejące się na przykład w różnych rozdziałach, a później okazuje się, że jedno miało ścisły związek z drugim, albo wręcz z niego wynikało. Szczegół, który wydaje się mało znaczący nagle nabiera takiego znaczenia, że aż się człowiek cieszy, że udało mu się to zauważyć. Ale do tego trzeba być mistrzem intrygi i niedokładnie-ukrytych-znaczeń, żeby nie było ani tak, że wszyscy się zorientują natychmiast, ani tak, że finalnie nikt nie zauważy... :D

      Pozdrawiam też :D

      Usuń
    3. Dobra, zostawię już w spokoju temat spania ze sobą, bo nie lubię takich sytuacji, kiedy mam naprawdę dużo do powiedzenia, a nie mogę się tym podzielić w rozmowie na żywo. :D Ooo, ale z tą intymnością trafiłaś. Lubię stwarzać kontrowersyjne sytuacje i tak naprawdę odnośnie tej sceny można by było długo dyskutować. Przynajmniej ja mógłbym. xd

      Odrzuca, czy nie, Harry i spółka wciąż są tylko nastolatkami i muszą popełniać błędy, żeby na starość mogli wyciągnąć z tego wnioski. Tak więc musisz się przyzwyczaić do takich scen, jeśli zamierzasz śledzić moje opowiadanie. :D

      Dokładnie. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się osiągnąć taki poziom. :D

      Jeszcze raz pozdrawiam! :D

      Usuń
    4. Oczywiście, że nie będę się przyzwyczajać. Będę pomstować na głupich smarkaczy za każdym razem, kiedy zrobią coś podobnego :D

      Przyzwyczajaj się, jeśli zamierzasz śledzić moje komentarze... :D <3

      I dalej oczywiście jestem za tym, żeby wyparowała cała woda i inne mokre rzeczy (z eliksirem trzeźwiącym włącznie), a do nich przybył olbrzymi kac :D (i może jeszcze Irytek z perkusją, żeby na pewno dobrze wszystko zapamiętali...? :D)

      Ja też jeszcze raz pozdrawiam, a co! :D

      Usuń
  7. Wybacz, że tak późno, ale nie mogłam wcześniej, wiesz dlaczego.:)
    Kocham ten rozdział. To chyba mój ulubiony. Z jednego prostego powodu - jest śmieszny.
    W odniesieniu do powyższej dyskusji, dla mnie nie ma nic dziwnego w tym, że znajomi leżą, czy nawet śpią w tym samym łóżku, dla mnie to codzienność, co więcej zawsze jest trochę raźniej w nocy, jak ktoś jest obok i nie trzeba się obawiać, że Buka przyjdzie w nocy i zje.xd Ale żeby nie schodzić z tematu dodam, że jest coś w opowiadaniach potterowskich, że dwóch chłopaków w jednym łóżku kojarzy się od razu ze slashem. Albo to ja się za dużo takich rzeczy naczytałam...:D
    W każdym razie cieszę się, że rozwinąłeś ten wątek w taki sposób, przynajmniej było śmiesznie.
    Ale Hermiona nadal mnie wkurza i mam ochotę ją rozszarpać. W ogóle jej już u Ciebie mię lubię i jak dla mnie, to może zjeść ją Puszek.
    Mecz był świetny, a że sama jestem fanką alkoholowych imprez, to podobało mi się również to, jak świętowali. Chwała Mike'owi, że wszedł do tego pokoju, bo znienawidziłabym też Harry'ego. I dobrze, że Hermiona się upiła, może w końcu trochę odpuści.
    Lecę, bo muszę wysiąść z autobusu xd
    Weny
    Seya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie późno? Daj spokój... Najważniejsze, że skomentowałaś, nie ważne kiedy. :) Naprawdę? Bardzo się z tego cieszę. :D

      Może i dobrze, że tak Ci się kojarzy. Przynajmniej nikt nie wie, jak potoczą się losy opowiadania i w tej chwili nie myślę tylko o swoim. :D Zresztą kiedyś wspominałem, że sam nie wiem, jakie pomysły pojawią się jeszcze w mojej głowie, więc nie wykluczone, że kiedyś taki wątek wystąpi również w moim opowiadaniu. :D

      Naprawdę nie jestem zaskoczony. Starałem się i nadal się staram, żeby później była trochę mniej irytująca. Jak mi wyszło? Nie wiem, ocenisz sama. Może jeszcze zmienisz o niej zdanie. :D

      Dobrze, że podobała Ci się ta impreza, bo zauważyłem, że zbyt często upijam moich bohaterów i w najbliższym czasie raczej się to nie zmieni. Może trochę przesadzam, ale chciałem, żeby w tym tomie mieli więcej swobody i w końcu skorzystali z przywilejów młodości. :))

      Wena na pewno się przyda, bo w ostatnim czasie jakoś ciężko poprawiać mi rozdziały. Z jednym męczę się już od dłuższego czasu i na razie nie zapowiada się, że w końcu przez niego przebrnę.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. http://ffswiatmagi.blogspot.com super blog zapraszam na mój dopiero zaczynam

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju ale ja lubie blogi harrym poterze !! Twój mi po prostu zaimponował .Chciałam bym pisać na takim poziomie co ty !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow! Ciekawa jestem co wyniknie z plotki na temat orientacji Harrego. ... Co do sytuacji z Oliwia, jestem troszkę zawiedziona, że jednak jej nie przeleciał (tak wiem, jestem okropna xD)... Zabieram się za kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś chyba pierwszą osobą, która cieszyłaby się, gdyby Harry uległ. :D Teraz udało mu się zapanować nad swoimi pragnieniami, ale jeśli przydarzy mu się coś podobnego, to będzie umiał odmówić po raz drugi? :D

      Usuń
    2. No mam nadzieje, że następnym razem w końcu przestanie być prawiczkiem ;))
      Bardzo mnie ciekawi której panience uda się go do tego nakłonić :)
      Normalnie stawiałabym na siostrzyczke Rona, ale u cb wszystko jest zaskakująco inne więc powstrzymam się od wskazywania na konkretną dziewczynę ;)

      Usuń
    3. Kiedyś na pewno, w końcu do końca życia nie będzie prawiczkiem.:D Mógłbym podpowiedzieć Ci w tej kwestii, ale na razie się powstrzymam. Wszystko wyjaśni się w odpowiednim czasie. :D

      Usuń
  11. Witam,
    Hermiona mnie wkurzyła, podpuszczanie Seameusa boskie, dobrze, ze nie przespał się z Olivia, mecz rewelacja, Gryfindor spektakularnie wygrał, zabrakło mi tutaj Draco....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Oooooo... Jestem zawiedziona. Miałam nadzieję, że na spacerku Mike'a i Hermiony coś wyniknie, a tu taka dupa. Jak zawsze wszystko wina Harry'ego. :D Choć te płaszcze też można uznać za winne.
    Od tego rozdziału jestem Team Mikmiona.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ok. Nie mam słów. A raczej mam. Bo piszę komentarz.
    Scena, gdzie Mike i Harry leżą razem na łóżku jest taka... sama nie wiem. Niby utrzymujesz, że są tylko przyjaciółmi ale biorąc z własnego doświadczenia, raczej nie wyobrażam sobie, żeby mój przyjaciel przyjaciółka spali ze mną w łóżku. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko, bo to było słodkie, ale jakoś nie widzę w tej sytuacji chłopaków. Wiem, nie każdy facet jest taki sam, ale jakoś takie wzajemne wskakiwanie sobie do łóżka kompletnie mi tutaj nie pasuje. Co nie znaczy, że mi się nie spodobało xD
    Hermiona i Mike? Nie wiem, jakoś tego nie widzę. Obiecałeś mi, że z Ginny Harry nie będzie, więc zostaje albo Hermiona albo jakaś inna dziewczyna. Mike jakoś nie pasuje mi do tej lekko spiętej ale kochanej dziewczyny. Coraz częściej łapię się, że łączę go... z Harrym :D
    RON... te trzy kropki mówią wszystko. Czy ty wiesz, ośle, kim jest ciota? Nie? To spójrz na siebie! Wow, tak, to ty! Zachowanie w stosunku do dawnego przyjaciela, to już lekka przesada. Ja nie wiem, czy on czasami nie chciałby wrócić do nich i zwraca na siebie uwagę takim zachowaniem. Ludzie!
    W scenie w Wielkiej Sali, brakowało tylko Mike'a wchodzącego nagle, który nie może powstrzymać śmiechu, słysząc oskarżenia o ich orientacji. Ale wyobraziłam sobie to, więc czuję się szczęśliwa xD
    Powiem ci, że w czasie meczu miałam przeczucie, że Ron zacznie specjalnie puszczać gole. Nie wiem, ale po tej akcji byłam gotowa na takie myśli. To by było w jego stylu. No ale jak widać nie przyszło mu to do głowy, jest za głupi.
    Impreza... pokazałeś, co alkohol robi z człowiekiem. Nie mówię, że takie zabawy to zło wcielone, ale nie ukrywajmy, niektórzy przesadzili. W tym Harry. Jak ja się ucieszyłam, że Mike wparował do tego pokoju! Harry nadal jest prawiczkiem! Hurra!
    Nie wiem, co będzie dalej, ale coraz więcej komplikujesz. Coraz bardziej skłaniam się do pary Harry+Mike i to mnie zaskakuje. No i zżera mnie ciekawość, czy pokażesz walkę z Voldemortem i czy sposób na jego śmierć jest kanoniczny czy twój.
    Pozdrawiam i życzę weny, twa oddana czytelniczka xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nadal uważam, że spanie w jednym łóżku to nic złego, nawet jeśli mówimy o dwóch chłopakach. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach zbyt często mówi się o homoseksualistach i dlatego ludzie mają jakieś dziwne skojarzenia. Kiedyś nikt nie przejmował się takimi drobnostkami i było dobrze.:) I mówię to z własnego doświadczenia. Tak, spałem z przyjacielem w jednym łóżku.

      Nie będę Ci mówić z kim Harry będzie, bo to bez sensu. :D Na pewno w jego życiu przewinie się jeszcze parę dziewczyn. Czy któraś z nich okaże się tą jedyną? A może będzie ten jedyny? :D

      Dobrze myślisz. :D Ron nadal jest wściekły na Harry'ego. Marzy o byciu w centrum uwagi, więc może faktycznie chciałby, żeby Złota Trójca znowu istniała?

      Lubię niedomówienia, kontrowersje i wszystko inne, co może wywołać zamęt i chaos. Tak więc nadal będę komplikować. :D Mam tylko nadzieję, że nie pogubię się w swoich intrygach. xd

      Pozdrawiam! :D

      PS Na razie nie mam głowy do tego, żeby przygotować tag. Postaram się go jednak zrobić jeszcze w tym tygodniu. :)

      Usuń
  14. Hej,
    wspaniały rozdział, choć tak Hermiona to mnie strasznie wkurzyła i zabrakło mi Draco, a to podpuszczanie Seameusa wyszło rewelacja... Gryfindor spektakularnie wygrał mecz
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń